30.06.2012

z wyraźnym tytułem

co można zrobić w godzinę i pół od przebudzenia?
pranie sprzątanie gotowanie śniadanie. piętnaście minut ostatnich na zieloną herbatę "happiness green" i zaniedbanego troszeńkę bloga. bo trzeba się jeszcze na-łono na-tury udać, dwie książki leżą i od tygodnia skrobią mje wyrzutem sumienia po lewej łopatce, to trzeba je pod drzewkiem ułożyć, do ręki włożyć i czytać. łososia w kiełkach spakować. krem z filtrem zaaplikować. i utrzymać stałą rodości wzrostu. w procesie ciągłych spadków i niewielkich wzlotów, zwanym przez niektórych życiem, drepczę pod górę. znajduję się dokładnie w środku przejrzystych i rozciągliwych układów. bo:


*
*
no.

29.06.2012

w czasie wspaniałym

nie ma czasu na nic.
nic się nie gniewa.

26.06.2012

zasłaniam się

brakiem czasu że nie piszę ale przecież tak naprawdę na pewno nie o to chodzi.
o co kogo czego nie ma chodzi. nie wiem. lub nie chcę nie wiem.
ogólnie to inwestuję. w życie.
szczególnie to w jego część.
sssie.bje.

25.06.2012

bez tytułu.

przywiązałam się do krzesła. drutem słów kolczastych. siedzę i trwam. w czasie.
teraźniejszym.

20.06.2012

abandoning little people on streets

czyli projekt streetowego artysty - slinkachu.
słowo jedno - cudowny.
wrażliwie oryginalnie i na czasie. jestem zachwycona. wiem, że powiesz, że często po pa da m w zachwyt os ta tnio. i racja. ale to co. to miło. tak popa. ść.
poczytaj pooglądaj [tutaj sobie kliknij, o tak: k-l-i-k]
może znajdziesz coś małego dla siebie.
ja dla siebie na przykład to:



 *
wrócę do tego na pewno.
terazty.
lko ty
te

furi

aaaa!

woda na młyn

ja woda. młyn tocosię. teraz dzieje.
i ta pogoda. lubię na nią narzekać, bo to naprawdę przyjemne jest tak sobie powiedzieć z grymasem na wardze górnej: ale! upa. ł.
leje się pot czas i łzy. taka już mieszkanka wedl wedl wedl
mnie.

19.06.2012

dzień w którym dzielę się na czworo

leci z bicza.
trzask.
prask.
*
nie ma dnia.

18.06.2012

ciekawy człowiek

z niej.
tym bardziej mnie cieszy że jest.
mówi o włoszech z pasją i przejęciem. moje lingiwstyczne zacięcia wysiadają przy jej przejęciu.
spotyka się z włochem, pięknym starszym. pizze jej robi w kształcie serca. i są emocje. i jest lo.we.sto.ry. jedzie do niego za tydzień. nie wraca.
*
igi ciągle ciągnie za granicę.  zagra zagra nie zagra nie zagra. moja nowa nowa moja mantra.
i dobrze. bo potrzebuję bo bo dźca.
*
ca ca.

to co we mnie siedzi

i od pewnego czasu coraz częściej wychodzi na powierzchnię to jest to
wielkie niezaspokojone pragnienie podróży
układam przesuwam planuję żeby zaspokoić żeby ukoić żeby już tak nie myśleć o tym czasie i o tym, że leci
a tu nie.
a tu za mało. wciąż o wiele za mało.
i czytam sobie w tych prasach kolorowych, bo co ma mam nie czytać. jak rano sobie lubię przelecieć rzęsą i zgubić rzęsę o tu na przykład na drugiej-niby-młodej-tyszkiewicz, czyli nijakiej pietruszce julii, którą poraziło i za amerykańskiego wyszła. nazywa się ian, i u-waga: jest bezkonfliktowy i zaraził ją pasją odkrywania nowych miejsc. podejrzewam, że zakażenie było bezbolesne, a skutki w kolorze modnej tego lata mięty.
w takich chwilach w czasie porannego przeżuwania pełnoziarnistego z rzeżuchą - myślę sobie, że fajnie być pietruszką. bo mój boże. o boże. na boga zeusa i wszystkich krasnali - tyle jest świata ze wszystkich stron świata a ja tu siedzi i gniję. ę to ja w stanie zmiany.
stan zmiany - bez zmian.
prognozy- "go! somewhere, sometime, you deserve it"

ę -  może, pewnie, tak.
*
bo jak mówi prorok
















ej!
men.

17.06.2012

the book of love

"the book of love has the music in it". w słowach gabriela.
ładne.
bardzo.

moja book of love jest cienka i lekka. mieści się w źrenicy. niekiedy zakłóca mi jasność widzenia. czasami boli i uwiera. ma w sobie gruby rozdział z poczuciem winy. i parę cienkich z poczuciem szczęścia. w przypisach niedokończone zdarzenia. na marginesach poprawki post factum. w aneksie spis artefaktów. nie ma jeszcze dedykacji. ale słowo wstępne zaczęło się już pisać. na zakończenie trzeba jeszcze poczekać. liczę jeszcze na conajmniej dwa rozdziały. jeden będzie prosty jak trzustka. i będzie się mieścił w wątrobie. drugi będzie skomplikowany jak splot narracyjny w muzeum namiętności. i będzie mi leżał na sercu.
wierzycie?
ja wierzę.

16.06.2012

bez tytułu. przepisuję.

"a writer is someone who spends years patiently trying to discover the second being inside him, and the world that makes him who he is" (orhan pamuk)
*
the second being
or third
*
or nie wiem jeszcze ile

14.06.2012

ile się można do skóry nędzy drapać

uwędzę się w beczce
to zejdzie

potwarz w krostę

mam dokładnie minut parę na zebranie. się.
się protestuje nie lubi zebranie. i tak na nie siedzi i ględzi. aż głowa od tego swędzi. to się drapię. a jak się drapię to się protestuje. się nie lubi drapię. a ja jadę. to tu zajadę. to tam przejadę. tukej zadrapię. i masz: pasztet przemielony z twarzy pospolitej. ciaaaa ryy. nic tylko ryy. ryyczeć się chce. twarz w w w wy sypce. zadrapana. wysypana. blednie. brzydnie. oo. nie. taka twarz to potwarz. a masz! ciach prach! prosto w twarz.
no i dobrze no i niech tak będzie krosta w krostę. hej.
zbieram się
*

13.06.2012

burzy się boi

to odwożę.
myślę sobie
boże

bez tytułu. złota karta stałego pacjenta.

"toksyczne związki były dla mnie jak szczepionka, mój organizm wytworzył przeciwciała" - manuela gretkowska w twoim stylu.
ja na zielonym fotelu w poczekaniu na badania alergentów, pochylam się nad gazetą powieką. łapię się na myśli, że. uważam. że. nie wisi w przedsionku moim lewym obraz miłości spokojnej. zgodnej. takiej no jak to mówisz, idealnej. bardzo pociąga mnie uzależniające urzeczenie. tak bardzo jak mocno. natarczywie. szyję oblepiają ślady miłosnego zaciekawienia. koralowy naszyjnik mocnych uczuć i słów. podmuch miłości niespokojnej, kłótliwej, mocnej, zakończonej ostrym dwukropkiem - w poczekaniu na więcej - pewnie trzyma mnie przy sobie. i wbrew wszelkim pozorom zebranym w kącikach międzyprzedsiobkowej przegrody, sobie jest wtedy silniejsze, bardziej świadome. to co nas dzieli, jeszcze mocniej nas trzyma. świadoma zysków i strat, wierzę w straty kontrolowane, "wiem czego chcę, czego nie chcę i ile jestem za to gotowa zapłacić".
*
dużo.

11.06.2012

czego ja o sobie

wje tego nje powje
dzisiaj znowu wyszło szy szy szydło z wowo rka pod oczami. przedostało się do sese rca. przebiło. biło. aż zabolało. ło.
ja je st głupie. wierzy w to co słyszy. szszszzzz.
a przecież słowa to brud ludzki. kłamliwy. gromadzi się pod kątem skóry. rzuca cierń. aja a
ja nje umje jeszcze nje słuchać nje przejmować nje reagować. ać jego ać.
*
znów nje ma ja o sobie dobrego mje.mania.
mje jest złe
idzie precz
*
precz je dogania.
smutna to rzecz.
*
[można]

bez tytułu. włochy

"jeśli kogoś bogowie uchronili od wycieczek, jeśli ma za mało pieniędzy lub za dużo charakteru, aby wynająć się przewodnikom, pierwsze godziny w nowym mieście należy poświęcić na łażenie według zasady prosto, potem trzecia w lewo, znów prosto i trzecia w prawo. można też jak sierpem rzucił. systemów jest wiele i wszystkie dobre." (siena, barbarzyńca w ogrodzie)
*
moja ulubiona metoda wchłaniania miasta. to metoda organiczna. pozwalasz, aby miasto weszło w ciebie. bez przewodników i ich skalpelowych zabiegów, oczyszczjących zwiedzanie z miejsc niepotrzebnych, mniej interesujących, nudnych. ja wolę na nudno. swobodnie. przechadzać się uliczkami. spijać oczami lokalny gwar. wymienić się słowem ze sprzedawcą miejscowych specjałów. próbować wszystkimi językami świata zamówić granitę migdałowo-pistacjową z brioszką. i nagiąć swoje sztywne spocone ciało, jak gałąź sycylijskiej winorośli, do innych czasów. innych stron.
*
czułość
[tu]

10.06.2012

bez tytułu. zarys.

chłód kamiennej posadzki przynosi ulgę zmęczonym stopom.
przechadzam się po niej powoli. zachłannie. z każdym kolejnym krokiem doświadczenie zachwytu staje się pełniejsze. podziw wyrażony dotykiem stopy. mocno, bo cieleśnie, wpisuje się w metafizyczny krąg doznania. stąpając po chropowatej korze betonu, dotykasz w sobie istnienia, które rodzi się tylko w jednym miejscu o jednym czasie. w moim przypadku, w katanii, w acireale, w la durlindana, w czerwcu, 2012 roku.
*
black sands [po.słuchaj]
*
pokój jest surowy. chłodny. z prostokątnym pasmem światła, wpadającym przez niewielkie okno. asceza wnętrza dyscyplinuje moje myśli. znajduję się na powierzchni poem.atu i w środku. at exactly the same time. przywiązana do chwili jednym grubym włosem, mówię do białych zimnych ścian. odrąbana od codzienności, płynę. z otwartymi oczami. szukając właściwego opisu szczęścia. niosę jego zarys w sobie. wygrzewają się w nim dwa duże żółwie i dwa małe, pod ciepłym cytrynowym drzewem. acireale. tytułuję: la vita e bella.
*



jem piję i popadam w zachwyt

m i ę to ja
wja.domo
to na zdjęciach to też m i ę
z pizza e birra
w stanie totalnej maniany


1.06.2012

bez tytułu.

"krzyknąłem na nią" - słyszę różewicza za każdym razem, kiedy podnoszę na nią głos. ja bezbożna sprawiam że drży. nie może złapać oddechu. nerwy tną ziemistą powłokę jej twarzy na tysiąc trójkątnych kawałków. które wpadają mi do oczu i wbijają się wierzchołkami w miękkie wyrzuty sumienia. trójkątne rzuty w moje wyzute z delikatności spojrzenie. wyrzucone kolczaste stylaby połączone w trujące słowa uderzają ją celnie. tak celnie, że lekko wyjmuję z jej piersi serce i patrzę, jak ześlizguje się z mojej spoconej dłoni. zaraz pójdę ucałować jej zmęczone czoło, ale daję sobie cztery do szcześciu minut, żeby zebrać i zasadzić myśli. piszę i czuję jak powoli osadzam się w smutku. aż. grzęznę w nim po same brwi. które jeszcze tylko lekko unoszę do góry, w geście całkowitej porażki.

bez tytułu. mucha

okulary przeciwsłoneczne z filtrem
na muchę
bo do dużej twarzy tylko duże szkła
podobno
*
a tymczasem
*