bakakaj
dys-funkcje słowa. małą literą.
piątek, 1 czerwca 2012
bez tytułu.
"krzyknąłem na nią" - słyszę różewicza za każdym razem, kiedy podnoszę na nią głos. ja bezbożna sprawiam że drży. nie może złapać oddechu. nerwy tną ziemistą powłokę jej twarzy na tysiąc trójkątnych kawałków. które wpadają mi do oczu i wbijają się wierzchołkami w miękkie wyrzuty sumienia. trójkątne rzuty w moje wyzute z delikatności spojrzenie. wyrzucone kolczaste stylaby połączone w trujące słowa uderzają ją celnie. tak celnie, że lekko wyjmuję z jej piersi serce i patrzę, jak ześlizguje się z mojej spoconej dłoni. zaraz pójdę ucałować jej zmęczone czoło, ale daję sobie cztery do szcześciu minut, żeby zebrać i zasadzić myśli. piszę i czuję jak powoli osadzam się w smutku. aż. grzęznę w nim po same brwi. które jeszcze tylko lekko unoszę do góry, w geście całkowitej porażki.
bez tytułu. mucha
okulary przeciwsłoneczne z filtrem
na muchę
bo do dużej twarzy tylko duże szkła
podobno
*
a tymczasem
*
na muchę
bo do dużej twarzy tylko duże szkła
podobno
*
a tymczasem
czwartek, 31 maja 2012
na ile o ile można się ukazać
w pełni. się zastanawia. ja się nie lubi. się zawsze wie swoje.
patrzy na zdjęcia zrobione z pszczyny w pszczynie z w komu to tam zale ży
i nje wje czy je u.mieścić. czy je na stosie zaraz spalić. a stos się już pali. więc co mu je tam. wrzuci i nie będzie. bo to jest wielka zagadka samoakceptacji, która zawodzi. która jest i znika. dlatego mówią na nią nika.
ale się nigdy nie mówi nika. unika. się w ogóle mało mówi. marszczy tylko oczy i myśli, że coś wymruży.
w uszach fioletowe róże. pod oczami poczwórne ciągłe. usta stopione w pożodze myśli.
i absolutnie wszystko tu nie gra. no może poza zielenią, która jak zawsze bawi się w zielone.
i nagle wszysko abolutnie uwiera. umierają ostatnie komórki odpowiedzialne za. za za za zachwyt sobą. sobą dzisiaj nie mówi do się. ja się nie lubi. siebie unika.
dlatego cze.ba. przybrać pozycję do świata na ty. na tyle. na tyle. na tyle. na tył.
cze go się tu bać. wiele się nie traci.
a co się starci to się nie ma.
niema się ja
patrzy na zdjęcia zrobione z pszczyny w pszczynie z w komu to tam zale ży
i nje wje czy je u.mieścić. czy je na stosie zaraz spalić. a stos się już pali. więc co mu je tam. wrzuci i nie będzie. bo to jest wielka zagadka samoakceptacji, która zawodzi. która jest i znika. dlatego mówią na nią nika.
ale się nigdy nie mówi nika. unika. się w ogóle mało mówi. marszczy tylko oczy i myśli, że coś wymruży.
w uszach fioletowe róże. pod oczami poczwórne ciągłe. usta stopione w pożodze myśli.
i absolutnie wszystko tu nie gra. no może poza zielenią, która jak zawsze bawi się w zielone.
i nagle wszysko abolutnie uwiera. umierają ostatnie komórki odpowiedzialne za. za za za zachwyt sobą. sobą dzisiaj nie mówi do się. ja się nie lubi. siebie unika.
dlatego cze.ba. przybrać pozycję do świata na ty. na tyle. na tyle. na tyle. na tył.
a co się starci to się nie ma.
niema się ja
środa, 30 maja 2012
wtorek, 29 maja 2012
bez tytułu. żeby pamiętać, a wiem że nie warto
kolejna obrona w życiu
bym nie pomyślała że tak szybko mnie to spotka nie mniej (mniej)
wpisuję żeby pamiętać
dziewczyny się stresują. dziw że nie przeleciało na mnie. (ło)
*
awjem jest dzisiaj bardzo pewne siebie. zoba zoba czy my czy my
tak my zda zda my my
*
tyle w kfesji.
bym nie pomyślała że tak szybko mnie to spotka nie mniej (mniej)
wpisuję żeby pamiętać
dziewczyny się stresują. dziw że nie przeleciało na mnie. (ło)
*
awjem jest dzisiaj bardzo pewne siebie. zoba zoba czy my czy my
tak my zda zda my my
*
tyle w kfesji.
bez tytułu. zmyślam.
odbija się w białym kubku czarnej kawy.
zmęczon.
piję do dna. dno to do cenia.
zmęczon patrzy i przecząco kiwa głową. zaczyna od prawa. prawo. poźniej kieruje się w lewo. lewo. prawo lewo. i tak głowa w prawo lewo trzy razy przeleci.
uda.ję że nie wi.dzę. "co to cień". i wstukuję pytajnik. nie wchodzi. kończę kropką. przestawiam.. "to co cień". dopisuję. "to się nie liczy".
zmęczon.
piję do dna. dno to do cenia.
zmęczon patrzy i przecząco kiwa głową. zaczyna od prawa. prawo. poźniej kieruje się w lewo. lewo. prawo lewo. i tak głowa w prawo lewo trzy razy przeleci.
uda.ję że nie wi.dzę. "co to cień". i wstukuję pytajnik. nie wchodzi. kończę kropką. przestawiam.. "to co cień". dopisuję. "to się nie liczy".
niedziela, 27 maja 2012
przepełnia
![]() |
| Joseph Mallord William Turner Sunset: Study for 'Flint Castle, on the Welsh Coast' circa 1830 Watercolour on paper |
prze
pełnia
nas zbyt wiele pytań.a przecież życie tak naprawdę jest proste. i jasne. jak jasna jest linia horyzontu.
spójrz na obraz turnera i zobacz przepełnię.
kiedy lina morza łączy się z linią nieba, tworzy się przepełnia doskonała.
chce się czuciem wgryźć. słowem rozrzedzić gęste pastelowe mleko. prze prze prze
dostać się.
stać.
*
na białej lini horyzontu.
piątek, 25 maja 2012
ja na na ty ka
się na list do harriet monroe i czyta: "kiedy człowiek naprawdę czuje i myśli, to duka proste wyrazy". i za za ty ka. się. podkreśla w myślach naprawdę. wytłuszcza. oblepia.
przerzuca z oka do oka jak gorącego ziemniaka z zęba na ząb. i myśli. że
czuje. i drapie się paznokciem po źrenicy. wykłuć wydrapać nie wracać.
"kiedy człowiek naprawdę..." i du du du ka proste wyrazy. proste ja
patrzy na krzywy palec wskazujący swojej ręki prawej i prostuje go
wzrokiem. w myślach palec wydłuża się. smukleje. możesz nim grać na
pianinie. lub mieszkać koktajle w ogródku. w rzeczywistości wszystko
jest nieruchome. tylko naprawdę porusza się, chcąc pozyskać łaskawość wzroku. ale wzrok już dawno porzucił śliską drogę łaski. i to jest jego prywatne lowestory.
czwartek, 24 maja 2012
fa.talny początek i środek
dnia.
brak czasu na nic. a nic jest ważne. zaniedbało się nic. a nic nie lubi bycia zaniedbaną. nic nie lubi bycia.
i tak sięsie dzi i tak się myśli a w środku rozrywa. to taki dzień z serii jedno źle drugie źle pogania i się mnoży. ktoś się do kolejki wcisnął. ktoś na chodniku coś wrzasnął. ktoś coś skome skome ntował. i ość. w przełyku wystaje. i drapie od środa i od zewnątrz. ye
zu.
do ość
brak czasu na nic. a nic jest ważne. zaniedbało się nic. a nic nie lubi bycia zaniedbaną. nic nie lubi bycia.
i tak sięsie dzi i tak się myśli a w środku rozrywa. to taki dzień z serii jedno źle drugie źle pogania i się mnoży. ktoś się do kolejki wcisnął. ktoś na chodniku coś wrzasnął. ktoś coś skome skome ntował. i ość. w przełyku wystaje. i drapie od środa i od zewnątrz. ye
zu.
do ość
środa, 23 maja 2012
la la la tin
siebie wygaduje na siebie historie niestworzone. powstałe w wyniku procesów ciągłych zmian i wielkiej eliminacji. historie z wielką puentą i wielkim potopem, w których siebie gubi grunt pod nogami, sens pod palcami. a potem mdleje i bezwładnie pada na twarz. i zwraca się pyta pyta pyta ją co do samego siebie: quid brevi fortes iaculamur aevo / multa?
*
sie bje nje wje je
bje.
*
moo too
*
sie bje nje wje je
bje.
*
moo too
poniedziałek, 21 maja 2012
zwierzeniec
ludzie się mje zwierzają na wiele ludzkich sposobów. poezyję mje swą wysyłają. problemami się ze mną dzielą. uf uf uf uf ufają. a ja siedzę i jak ten no ten lep. i oblepiam się cudzą myślą. brudną. jak nie zetrę na czas to przyrośnie zeschnie. nożem trzeba będzie skórę rozcinać. i ja nie wiem, czy im wdzięczność okazać. czy dupę pokazać. czy może w ogóle się nie pokazywać. zaszyć. skórę na drugą stronę przewrócić. oczy wywrócić. kości posklejać i stać. broń boże się nie ruszyć. trwać. i na rany spalonej w piecu anielki nawet nie oddychać. wwąchiwać do środka. niech nie zauważą, że pod tkaniną żywe serce bije. niech nie wywęszą. wiekuiste więzienie. zaiste. czyż człowiek nie jest to żałośliwe zwierzę.
ja wraca do przeszłości
robi rachunek zysków i strat. zachowuje się jak stary księgowy, zakopany w książkach, wydłubujący ropień ze zmęczonych życiem oczu. rachunek wychodzi ujemny. ale nic to. myśli ja. nic to. powtarza ja. nic to. wykrzykuje ja. po trzykroć nic to nie ujmuje ja. poza tym może jednym że. cierpi na nieznośny ból w gardzieli. właśnie tam, gdzie utknęła zeszłonocna szpilka. ponieważ na zewnątrz nie widać żadnego obrzęku, ja pozostawion.e.a sobie pożera grubą skórkę chleba i rozważa imaginację. "nawet szczurom zdarza się miałczeć we śnie". myśli i przepycha się chlebem.
niedziela, 20 maja 2012
opole
ma na sobie spodenki z których wyrasta niebieska góra z jednoczęściowego stroju kąpielowego. włosy posiwiałe. niepokolorowane. w zmarszczkach skulona cała radość na nasz widok. wita nas łapczywie. chwyta całuje. niezdarnie. prawdziwie. wchodzimy do ogrodu. jest maj i jest oddech. zwierzęta przeniosły się z domu do ogródka. koty wylegują się w arteriach. ledwan wyciągnięty z terrarium pożera słońce. fretka gubi się na rabatch. trzy strzygi ujadają na trawie. w cieniu dwie klatki z papugami.
oprowadza nas po ogrodzie. mówi o roślinach. o zamiłowaniu do kwiatów białych. marzyła o tym, by mieć cały biały ogród. ale kiedyś zatęskniła za żółtym niebieskim. i tak już zostało. nie lubi czerwonego. dwa czerwone tulipany to jedyne korale w jej ogrodzie. "mają za długie korzenie i nie umiem ich wyciągnąć." - mówi i dodaje: "ale nie znoszę, że kolorem zabijają harmonię".
przynosi biały kocyk i kładzie go na ziemi. a na nim pańcię. to kotka neurologiczna. ma problemy z chodzeniem i koordynacją. za chwilę sadza na nim merlina. to duży czarny kot z pieluchą owiniętą wokół ogona. merlin nie chodzi. włóczy nogami. i trzeba uważać, żeby nie zrzucił pieluchy.
patrzę na nią, bo przyciąga mnie jej twarz. jej zdrowie piękność siła i bogactwo - to dobroć. jej dobroć.
*
oprowadza nas po ogrodzie. mówi o roślinach. o zamiłowaniu do kwiatów białych. marzyła o tym, by mieć cały biały ogród. ale kiedyś zatęskniła za żółtym niebieskim. i tak już zostało. nie lubi czerwonego. dwa czerwone tulipany to jedyne korale w jej ogrodzie. "mają za długie korzenie i nie umiem ich wyciągnąć." - mówi i dodaje: "ale nie znoszę, że kolorem zabijają harmonię".
przynosi biały kocyk i kładzie go na ziemi. a na nim pańcię. to kotka neurologiczna. ma problemy z chodzeniem i koordynacją. za chwilę sadza na nim merlina. to duży czarny kot z pieluchą owiniętą wokół ogona. merlin nie chodzi. włóczy nogami. i trzeba uważać, żeby nie zrzucił pieluchy.
patrzę na nią, bo przyciąga mnie jej twarz. jej zdrowie piękność siła i bogactwo - to dobroć. jej dobroć.
*
sobota, 19 maja 2012
i w jakim celu na świat przyszedłeś po życie
- trzeba zapytać siebie, tak jak montaigne pyta chłopca. i iść za myślą. zamyślon. być.
piątek, 18 maja 2012
anie i enia
ludzie mają do mnie zaufanie. fajnie. sobie myślę.
ale szybko o tym zapominam, bo rozważam właśnie tysiąc możliwości samospalenia.
ale szybko o tym zapominam, bo rozważam właśnie tysiąc możliwości samospalenia.
poniedziałek, 14 maja 2012
włosy prawie jak moje
tylko dwa razy dłuższe
wiek prawie jak mój
tylko o siedem lat krótszy.
*
poza.
*
tym usiłuję trafić kluczem do dziurki w piwnicy pełnej tańczących cieni.
*
- jesli kiedykolwiek wniosę w moje życie tandetę, tak omyłkowo, to mi o tym powiesz i od tego uchronisz
- szczerość dobu dobu lu
- nie pogniewam się o jakiekolwiek twoje uwagi
(przytaku przytaku przytakuję i idę lu-lu)
*
tylko o siedem lat krótszy.
*
poza.
*
tym usiłuję trafić kluczem do dziurki w piwnicy pełnej tańczących cieni.
*
- jesli kiedykolwiek wniosę w moje życie tandetę, tak omyłkowo, to mi o tym powiesz i od tego uchronisz
- szczerość dobu dobu lu
- nie pogniewam się o jakiekolwiek twoje uwagi
(przytaku przytaku przytakuję i idę lu-lu)
*
niedziela, 13 maja 2012
w pogoni za
gonię się w pogoni za. to jest męczące. to jest ekscytujące. każdy dzień w pogoni za.
złapię nie złapię złapię nie złapię złapię nie złapię. zła nie zła nie zła nie. zła nie. ła! ja pię.
*
później to mija. i wszystko się spokoi.
*
łapię się na tym że gonię za czymś. nieuchwyt. nieuchwyt. nieuchwycę.
to się.dzę. i słu.cham
wysyłam kejsowi żeby też po słu chał. ocenił. odesłał. też jest ważne. łączy literami.
wysyła słucha mówi że wersja raya charlesa lepsza.
ma rację.
ale up up up upieram się przy swoim.
jak zwykle.
kle kle.
złapię nie złapię złapię nie złapię złapię nie złapię. zła nie zła nie zła nie. zła nie. ła! ja pię.
*
później to mija. i wszystko się spokoi.
*
łapię się na tym że gonię za czymś. nieuchwyt. nieuchwyt. nieuchwycę.
to się.dzę. i słu.cham
wysyłam kejsowi żeby też po słu chał. ocenił. odesłał. też jest ważne. łączy literami.
wysyła słucha mówi że wersja raya charlesa lepsza.
ale up up up upieram się przy swoim.
jak zwykle.
kle kle.
poniedziałek, 7 maja 2012
wyjęta ze mnie / na światło
siedzi naprzeciwko mnie. ubrana na czarno. w czarno, o czarno.
z ognistymi włosami i przygaszonym wzrokiem wraca do życia.
teraz kiedy piszę te słowa, oczy matki spoczywają w niej.
idę z nią parę kroków. mówię że kondolencje że moje że współczuje że bardzo. i nie mogę uwierzyć.
*
niczego bardziej nie boję się na świecie niż śmierci.
rodziców.
(nie wiem ile razy mam odstukać te słowa, żeby nie zeżarła mnie dzisiaj w nocy neuroza)
*
out.
z ognistymi włosami i przygaszonym wzrokiem wraca do życia.
teraz kiedy piszę te słowa, oczy matki spoczywają w niej.
idę z nią parę kroków. mówię że kondolencje że moje że współczuje że bardzo. i nie mogę uwierzyć.
*
niczego bardziej nie boję się na świecie niż śmierci.
rodziców.
(nie wiem ile razy mam odstukać te słowa, żeby nie zeżarła mnie dzisiaj w nocy neuroza)
*
out.
niedziela, 6 maja 2012
na co ja liczę
tak sobie myślę, licząc ciągle na coś co jak kaszka manna z nieba przyniesie mi dobrą nowinę i dobre życie.
umiem, to na siebie.
ale nie umiem, to nie na siebie, ale na wszystko wokół.
i znów mi to wraca. i znów mi się to odnawia. paskudne wahania.
dzień jak dzisiaj jest wyjątkowo obrzydliwy. dołujący skręt trzyma nie puszcza i co gorsza. to moja wina.
wielka wielka wina
szhit
*
mieszkanie z widokiem na strach.
w nim się teraz znajduję.
umiem, to na siebie.
ale nie umiem, to nie na siebie, ale na wszystko wokół.
i znów mi to wraca. i znów mi się to odnawia. paskudne wahania.
dzień jak dzisiaj jest wyjątkowo obrzydliwy. dołujący skręt trzyma nie puszcza i co gorsza. to moja wina.
wielka wielka wina
szhit
*
mieszkanie z widokiem na strach.
w nim się teraz znajduję.
czwartek, 3 maja 2012
5:1 / 8:1
siedzę w werandzie na skrzyżowaniu dwóch ulic. jest duszno. usypia mnie parność i ballada radiowa. zamawiam zimny podpiwek warmiński. na podłodze znajduję jeden grosz. kładę go na stole orzełkiem do góry. wiem, że nie poleci, ale warto mieć głupie pomysły.
i
myślę o włoszech. to dziwne. myśleć o toskanii, patrząc na buraczane familoki za oknem. grzechoty samochodów i kłótnie dwóch dziołszek na rogu, nie wyrywają mnie z upalnego piazza del campo, który zamyka się pode mną muszlą panny marii.
siedzę
i przeglądam gazety. podpiwek w połowie upity. rubinowy chłód piwa zmieszał się ze sieną paloną powietrza. w radiu, co ciekawe, całkiem smaczne nuty. w werandzie oprócz mnie babcia z wnuczką, która robi coś nieznośnego, nie wiem co, nie dosłucham, nie dopatrzam, ale babcia wyraźnie strofuje dziecko, grożąc, że jeśli się nie uspokoi, to nie dostanie deseru. metoda nachama.
nie wiem, kim był nacham. ale mówią, że był to. ktoś.
a
w gazecie znajduję ciekawą proporcję: w udanym małżeństwie stosunek pozytywnych interakcji do złych powinien wynosić 5:1 (na jedną kłótnię : pięć pozytywnych rozmów/kolacji/bukietów). natomiast w przyjaźni proporcja jest wyższa i wynosi 8:1. bo w przyjaźni chcemy, żeby było nam głównie dobrze. a w małżeństwie częściej przeżywamy kryzysy. myślę sobie: "ciekawe". i kończę o tym myśleć.
bo
przychodzi iw.
i zacznyna się inna rozmowa.
i
myślę o włoszech. to dziwne. myśleć o toskanii, patrząc na buraczane familoki za oknem. grzechoty samochodów i kłótnie dwóch dziołszek na rogu, nie wyrywają mnie z upalnego piazza del campo, który zamyka się pode mną muszlą panny marii.
siedzę
i przeglądam gazety. podpiwek w połowie upity. rubinowy chłód piwa zmieszał się ze sieną paloną powietrza. w radiu, co ciekawe, całkiem smaczne nuty. w werandzie oprócz mnie babcia z wnuczką, która robi coś nieznośnego, nie wiem co, nie dosłucham, nie dopatrzam, ale babcia wyraźnie strofuje dziecko, grożąc, że jeśli się nie uspokoi, to nie dostanie deseru. metoda nachama.
nie wiem, kim był nacham. ale mówią, że był to. ktoś.
a
w gazecie znajduję ciekawą proporcję: w udanym małżeństwie stosunek pozytywnych interakcji do złych powinien wynosić 5:1 (na jedną kłótnię : pięć pozytywnych rozmów/kolacji/bukietów). natomiast w przyjaźni proporcja jest wyższa i wynosi 8:1. bo w przyjaźni chcemy, żeby było nam głównie dobrze. a w małżeństwie częściej przeżywamy kryzysy. myślę sobie: "ciekawe". i kończę o tym myśleć.
bo
przychodzi iw.
i zacznyna się inna rozmowa.
środa, 2 maja 2012
ja nie może uwierzyć, że tak bardzo się zachwyciło
kolejność jest przypadkowa.
po pierwsze tym, że weszło na górę, nie spadło.
po drugie tym, że opaliło ramiona, nie spaliło. się.
po trzecie tym, że wjechało na górę, nie stoczyło. się.
po czwarte tym, że z yną i iną czas pachnie szyszkami i szumi rzeką. chce się go włożyć do słoika. zakręcić. niech czeka.
po piąte tym, że wszystko luźno i miękko przesypało się między włosami. nie trzeba było szarpać. rozdrapywać.
po szóste tym, że odkryło kolejny smak. taki który został w pamięci na zawsze i powraca korowodem całej opowieści. smak zimnego karmi w samochodzie skwierczącym jak czosnek na patelni - niezapomniany. od iny. with love.
po siódme tym, że czosnek to warzywo, którego buk nie bez powodu pozbawił prawa głosu. czosnek nie powinien mówić.
po ósme tym, że parkowanie tyłem na stromej górce jest. proste.
po dziewiąte tym, że pokonuje nerwicę strasznych natręctw i wczoraj się trochę udało.
po dziesiąte tym, że pomimo tego, że dzisiaj ledwo wstało, to zachwyciło się. po końce naczyniek włoskowatych.
po pierwsze tym, że weszło na górę, nie spadło.
po drugie tym, że opaliło ramiona, nie spaliło. się.
po trzecie tym, że wjechało na górę, nie stoczyło. się.
po czwarte tym, że z yną i iną czas pachnie szyszkami i szumi rzeką. chce się go włożyć do słoika. zakręcić. niech czeka.
po piąte tym, że wszystko luźno i miękko przesypało się między włosami. nie trzeba było szarpać. rozdrapywać.
po szóste tym, że odkryło kolejny smak. taki który został w pamięci na zawsze i powraca korowodem całej opowieści. smak zimnego karmi w samochodzie skwierczącym jak czosnek na patelni - niezapomniany. od iny. with love.
po siódme tym, że czosnek to warzywo, którego buk nie bez powodu pozbawił prawa głosu. czosnek nie powinien mówić.
po ósme tym, że parkowanie tyłem na stromej górce jest. proste.
po dziewiąte tym, że pokonuje nerwicę strasznych natręctw i wczoraj się trochę udało.
po dziesiąte tym, że pomimo tego, że dzisiaj ledwo wstało, to zachwyciło się. po końce naczyniek włoskowatych.
niedziela, 29 kwietnia 2012
jak się zdradza człowieka, który jest mężczyzną twojego życia
zawsze było mi z tym trudno, ale człowiek wypiera róże rzeczy. kiedy chce o czymś zapomnieć, daje sobie znowu szansę i wyzerowuje licznik grzechów. i mnie się to udawało, bo ten mechanizm wyparcia jest u mnie bardzo silny
jak po osiemnastu latach mówi się do widzenia?
z płaczem.
rozstanie z kimś tak bliskim jest jak odcięcie sobie kawałka ciała, straszne. dopiero wtedy człowiek sobie uświadamia, jak bardzo się zaangażował. dopiero wtedy widzi, że żył w absolutnej symbiozie z drugim człowiekiem, który mu stwarzał świat i był jego powietrzem.
rozstanie z kimś tak bliskim jest jak odcięcie sobie kawałka ciała, straszne. dopiero wtedy człowiek sobie uświadamia, jak bardzo się zaangażował. dopiero wtedy widzi, że żył w absolutnej symbiozie z drugim człowiekiem, który mu stwarzał świat i był jego powietrzem.
*
- to nie moje. to jacek poniedziałek w wywiadzie książkowym spowiada się, w jaki sposób wychodzi się z cienia. mówi o życiu. geja w polsce. artysty w polsce. celebryty w polsce. niewybitne. ale ciekawe. na pewno zastanawia. jak to jest, gdy mężczyzna kocha mężczyznę. i proste fakty przemyślenia, jak to: jak raz spotkasz w życiu kogoś wyjątkowego, to nie ma pewności, że to się stanie ponownie. trzeba będzie iść na jakiś kompromis.
- trochę wzruszają. piszę trochę, bo gupio napisać, że takie gupoty, targają.
totalnie.
totalnie.
sobota, 28 kwietnia 2012
ile prądu pobiera się na standby?*
i tak przeleżało się z godzinę w łóżku. z otwartymi oczami i słońcem w źrenicach. natłok obrazów nie pozwolił wstać. przełączona na tryb standby czekam. aż mnie w końcu odłączą lub włączą. do czegoś nie wiem jeszcze czego ale innego, o, o wiele innego - niż to. a przede mną obrazy nie zakończonych spraw. źle zakończonych spraw. zakończonych spraw. obrazy ślubów i wesel. wszystko fajne to, czego nie mamy. wszędzie fajnie tam, gdzie nas nie ma. każdy fajny ten, kogo nie znamy. itakdalej i bezsera. w końcu się wstało. umyło ubrało.
czas na ślub.
*dużo prądu pobiera się na standby.
czas na ślub.
*dużo prądu pobiera się na standby.
piątek, 27 kwietnia 2012
teorie
cek ma teorię, że choroba nerek może nie być chorobą podstawową.
miś ma teorię, że masz jej w ogóle nie obchodzi.
tyś ma teorię, że ech się przestraszył i poszedł po rozum do krowy
śka ma teorię, że będzie dziewczyna i da jej na imię hania
ja ma teorię, ale zachowa ją dla siebie.
siebie jest wdzięczne.
miś ma teorię, że masz jej w ogóle nie obchodzi.
tyś ma teorię, że ech się przestraszył i poszedł po rozum do krowy
śka ma teorię, że będzie dziewczyna i da jej na imię hania
ja ma teorię, ale zachowa ją dla siebie.
siebie jest wdzięczne.
czwartek, 26 kwietnia 2012
wtorek, 24 kwietnia 2012
elżunia
szpital jest duży. biały. jak grochy na jej szarym szlafroku. pod szlafrokiem kawałek różowej koszulki, która przełamuje szarość ostrym kontrastem. siedzę z nią przy stoliku i rozmawiam o życiu. surowa przestrzeń szpitalnego korytarza z którego skoszono uśmiech i wykarczowano radość, uderza nas niepokojem. siedzimy przy automatach z gorącymi napojami. za nami kawałek okna. przed nami dwóch monterów naprawia sufit. widać, że nawet płyty sufitowe nie wytrzymują powagi sytuacji. dzieje się chwila ważna. trzynastego w piątek. trzynastego kwietnia w piątek. pojawiła się na świecie elżunia. i zmieniła jej świat na zawsze. "nigdy się nie będę o nikogo i o nic bardziej bać, niż o nią". mówi do mnie emocją, która wwierca się we mnie delikatnością i prawdą. i choć ma zmęczone oczy i zatroskaną twarz, mówi o miłości i wygląda pięknie. tak pięknie, że z zazdrości dławię się w myślach. bo trzeba w końcu w życie uwierzyć. żal nie wierzyć. a żal umiera w zapomnieniu.
you got it all. :*
you got it all. :*
niedziela, 22 kwietnia 2012
pan klapek przyznaje się do winy
dzisiejszej nocy ma szczęście.
jutro wszystko może ulec zmianie.
uderzony w czuły punkt zdziera maski z twarzy. odkrywa karty i kładzie się na stół. rozebrany do naga czeka na ubój. wie że zaczyna coś ważnego. nie wie tylko kiedy. plany się rozwijają. tango fadango. panowie. i do dna.
jutro wszystko może ulec zmianie.
uderzony w czuły punkt zdziera maski z twarzy. odkrywa karty i kładzie się na stół. rozebrany do naga czeka na ubój. wie że zaczyna coś ważnego. nie wie tylko kiedy. plany się rozwijają. tango fadango. panowie. i do dna.
nieznośna prawda bytu
- chcesz trochę poezji?
- nie bardzo. właśnie się odmóżdżam.
- jest taki wiersz podsiadły, który właśnie
- i idę spać. ostatnio śpię jak dziecko
- znalazłam i spodobał mi się
- co mi się podoba z jednej strony, ale z drugiej to trochę za wcześnie padam
- nazywa się mimo że mamy wstać rano do pracy zamiast spać
- o dwudziestej trzeciej już się ślinię do poduszki
- wspominamy niezwykłe zdarzenia
- nie bardzo. właśnie się odmóżdżam.
- jest taki wiersz podsiadły, który właśnie
- i idę spać. ostatnio śpię jak dziecko
- znalazłam i spodobał mi się
- co mi się podoba z jednej strony, ale z drugiej to trochę za wcześnie padam
- nazywa się mimo że mamy wstać rano do pracy zamiast spać
- o dwudziestej trzeciej już się ślinię do poduszki
- wspominamy niezwykłe zdarzenia
zaproś swoją dziewczynę
nie trzeba od razu zapraszać na kawę. ciastko. i lody w słońcu śląskiego południa.
zaproś ją do tańca. tańca macabre. a zobaczysz czy dotrzyma kroku. sposób w jaki będzie się obracać. lekkość z jaką będziesz ją prowadził. zdradzi ci na ile o ile - jesteś w nią wpisany.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
