no jak mówiłam ze szczęścia się u mnie nie pisze, za to blokiem wylewa się słów potokiem.
właśnie mi mówi, że po co to pianino i po co ten saksofon że jej żal. mnie.
no ładnie sobie myśle tak wywołać w kimś u kimś żałość. myślę sobie czy ta jej żałość ma jakiś kolor. czy mieni się żółcią, czy odbija sieną paloną brąz. mam jej za smutne że mnie nie wspiera. ale zasmutne szybko mimija.
*
zaczęło się prozaicznie komicznie z fochem w dupie, że po co ta yamaha.
jąkam się w środku gdy o tym pomyśle. jąkanie tnie mnie na ćwiartki. i nagle po czarnym diable wpadam w stan blokady. zatrzymują się we mnie marzenia i stają mi w gardle skrzydłem niezgody. trochę pomaga, gdy patrzę na kartkę urodzinową od maxa. jest pięknie brzydka. samodzielnie wzruszająca. ważnie banalna. myślę sobie, że można tak żyć. że dokonuje się we mnie wybór istotny. że w wieku trzydziestu lat mogę uczyć się gry na pia i na sak, wyjechać do wie, wró i pla ucieczkę w nieznane. bo duch chce uciekać stąd. bo wpadłam w stan wielkiej potrzeby. potrzeba ta dzisiaj nie ma granic.
Nic się nie łam. Jak zostaniesz wirtuozem klawiszy, to zmieni zdanie.
OdpowiedzUsuńA póki co - ćwicz brzuchol ;)