23.07.2013

bez tytułu.

- aga, popilnujesz szczeniaczki, a ja pójdę po wodę? - zwraca się do mnie po imieniu, a znamy się od trzech minut. urzeka mnie bezpośredniością. ma trzydzieści lat, twarz dziecka i umysł dwunastolatki. jej krótko ścięte włosy, czarne jak węgiel, lśnią w gorącym słońcu.
- jasne - odpowiadam i biorę do ręki dwa małe pieski rasy kundel-ojciec-nieznany
- będziesz je pilnować? - pyta z dziecięcym niedowierzaniem
- mhm. - przytakuję i uśmiecham się. a ona odchodzi i co chwilę zerka w moim kierunku, jakby niepewna tego, czy podołam. po chwili przynosi wodę i stawia miskę na ziemi. szczeniaczki piją łapczywie.
- widzisz, tego jim było czeba. widzisz, jak chciałało jim się pić.
- mhm. - uśmiecham się i pochłaniam ją wzrokiem. jej twarz zdobi prostota i skromność. w jej oczach połyskuje ufność.
- widzisz, jak jim dobrze. chciałało jim się pić - powtarza, tuląc szczeniaczki do piersi.

A. mieszka z niepełnosprawną mamą i niepełnosprawnym bratem w jednym pokoju z kuchnią w mieszkaniu komunalnym. sprząta klatki schodowe, zarabia dwieście złotych miesięcznie. wczoraj pochowała Melona, który od lat był jej jedynym przyjacielem. ochroniarz celowo rzucił mu piłkę pod ciężarówkę. chciał zobaczyć czy łzy niepełnosprawnej dziewczyny mają kolor błękitny.

moje oczy mają kolor podły. odbijają w sobie całą urodę świata. rękami wydłubuję z nich resztki zwykłej ludzkiej przyzwoitości. nie mogę wyrwać z siebie nic więcej.
pomiędzy mną a nią stoi dziura.
wpadam w nią
codziennie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz