dostaję od życia lekcję pokory. i dobrze. w głowie mi się od tego szczęścia miesza. no to mam. taka czarna pokora. pokraczna ponura z posępnym czarnym włosem w nosie, siedzi nade mną i mi dmucha. w czoło mi dmucha. a nie lubię jak coś mi czoło rozwiewa bo jest brzydkie. za duże za ogromne. tak sobie myślę że to może wszystko przez to czoło. tak. na pewno. moja pokora ma swoje gorzenie w moim przerosniętym forhedzie.
ach
lekcja pokory jest długa. niechaj się szybko skończy. odliczam do dzwonka. a dzwonka nie słychać. odbębniam do przerwy. a przerwy nie widać. i tak siedzę i jęczę. do siebie. bo nikogo ze mną w tej klasie nie ma. tylko stara brzydka pokora z nosem we włosie.
ach
moja lekcja pokory ma smak wyjątkowo gorzki. nie taki zwykły gorzki. ale taki że mi język więdnie. i nic nie mówię tylko piszę. ktoś zrozumie. dwie inne osie nie zrozumieją. takie życie jak równanie w matematyce. nie zawsze się zgadza. z oczekiwaniami. moje na przykład są wysokie. i jak pier.dolnę z wysoka to mnie później to złamanie długo trzyma. na innych i u innych szybko się zrasta. a u mnie nic. zamiast zrastać się, to wrasta do środka. i przyrasta do jakiś tam złogów z przeszłości i później mam. za swoje mam. przerosty i wrosty suchoty przeklęte.
szlag.
gto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz