mam przed sobą słonecznik. piękny. lipcowy. wlepia we mnie to swoje duże brązowe oko i myśli, że się przestraszę. wachluje mi tymi zółtymi piórkami i myśli, że dam się złapać. na ten czar jego radosny. na ten zapach jego słodki. a ja się opieram. dwoma łokciami o biurko i stopą podpieram panelę. nie. nie. nie dam się porwać na wesoło.
wczoraj złapałam się na lepiej. i wcale się dobrze nie skończyło.
dzisiaj nie złapię i nie porwę się na nic. tak sobie myślę, że słono by mnie to kosztowało. taki poryw taki tan ze słonecznkiem. tu i tam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz