21.03.2010

stepem i strychem przez świat

hormony szczęścia wiszą na wierzbie i straszą jak gruszki w popiele. ot, takie zdanie pozbawione sensu, zrodzone z wyobraźni, która właśnie kwaśnieje. jak gleba po deszczu.

na strychu wysoko za szafą mieszkają gruszki w słoikach i gęstnieje z nich sok. ułożone warstwami, złote, błyszczące jak kamienie w bransoletce z brudnego szkła. ten strych jest malutki, ale ma dwa pokoje. w jednym sąsiad dłubie w swojej przeszłości, składa minione dni i wierci w nich dziurę. wlewa się przez nią żyła słońca.

w drugim pokoju stoi step. można na nim biegać. gonić motyle. liczyć gruszki w słoikach. pocić się i uwalniać hormony szczęścia, które nie muszą już wisieć na wierzbie, ale latać w powietrzu. takie małe drobinki złota. ludzie mylą je z kurzem. motyle wiedzą, że to nie to brud oblepia ich skrzydła. bo niby dlaczego są takie kolorowe, skoro powietrze dla wszystkich jest jednakowo brudne i nudne.

ten strych jest newralgiczny. dla mnie. napisał o sobie historię. ja tylko ścieram ją ze ścian i wcieram w dwuczęściowy kostium sportowy. stepem i strychem przez świat. mój mikrokosmos kwaśnej wyobraźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz