3.04.2010
cola a sperma
myślałam, że tylko z potrzeby zachowania ciągłości będzie ten wpis, bo taka niby wielka sobota a zupełnie mała wena. ale dzięki intensywnym romansom A. mój blog nabiera kolorów. i dobrze. bo jeśli autorce zabraknie jajek do kolorowania, to zawsze znajdzie się dobra przyjaciółka, która opowie o swoim baranku w koszyczku. tak więc zmierzając do sedna: A. pokłóciła się z W. o picie coli. W. nie uważa aby zmniejszała ona ilość plemników i uparcie pije ją w nadziei, że jednak A. się myli i W. nie zostanie impotentem. W. dzisiaj wyraźnie pozbawiony całodziennej dawki dobrego humoru woli "piec ciasta z matulą", niż oddawać się wirtualnym rozkoszom. wyszedł z tego całkiem duży schiz, co A. skwitowała wdzięcznie: "chyba w piekarniku zostawił swoje jaja". taki to już widać okres świąteczny, że niektórzy je kupują, inni sprzedają, a jeszcze inni tracą. jaja oczywiście. awmiędzyczasie witkacy całuje nineczkę "w metafizyczny pępek" i wypija 1/2 litra czystej, aby zrobić 5 portretów sierpskiego. i zachowaj tu trzeźwy rozum.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
aaa, bo ta sobota to wielka do czego innego :)
OdpowiedzUsuńgliwicko i świąteczni ściskam :)