24.08.2010
weekednowe łapu capu
zaczęło się na lotnisku. ściślej: na terenie muzeum lotnictwa. kupa ludzi i kartki na picie i jedzenie. słowem: muzyczny euro biznes. drogo jak na marszałkowskiej i w ogóle nie gwarno. aż dziw - myślę sobie - oczekiwałam cumulusów przed kasą, a tu somatyczne rozrzedzenie. wszystko co działo się do godziny 23.00 pominę, bo - jako mały znawca muzyczny, ale z dużym już pazurem krytycznym (oj tak tak)- niewiele dobrego muzycznego pogrywało na coke festivalu. do godziny 23.00 podkreślam. [jakaś SOFA z szafy wyciągnięta, straszyła szarzyzną. trochę lepszy NERD, którego poźniej o 2.00 pan taksówkarz-po-AWFie-przedsiębiorca pomylił z Nergalem. potem przypilił pęcherze i zapachniało żarciem - to olało się 30 seconds to Mars - i poszło się na piwo za 3 kupony, hot-dog za 2 kupony i kiełbasa XXL za nie-wiem-ile-kuponów. śmiechu wszystko warte. ale nieważne]. po godzinie 23-zero-zero tom i ed dali czadu po gałach. no muszę przyznać, że trochę tłumnie się już zrobiło i tfardo pod sceną wystawałam, nawet się przepychałam i transa złapałam. oj tam. żaden wstyd. umyck-umcyk-umcyk-umyck. szkoda wielka, że tylko raz bisowali, ale towarzystwo już było silnie podmęczone. niektórzy - sądzę - od rana koczowali, ale i tak szkoda, bo - no przyznam się - transa złapałam pod trochę koniec. no ale trudno. był? był! i to się liczy. później nas - wspomniany już - pan taksówkarz-po-AWFie-przedsiębiorca-z-lekką-dysfunkcją mowy do domu odwiózł. pogadaliśmy o życiu, o pizzerii na nowej hucie, w której mu szyby wybili, o piwie carlsberg, które kupuje w lidlu, ale woli koktajle, o sporcie i ciężkim życiu taksówkarza. było drogo i miło. no tak było [tutaj]. a później filmowo i upalnie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pytanie zasadnicze - czy zostały Ci jakieś kupony? Może można je wymienić na jajko-niespodziankę na przykład?
OdpowiedzUsuńa ty byś tylko na jaja wymieniał ;p
OdpowiedzUsuń:-P
OdpowiedzUsuń