16.08.2010

wizyta w pszyhodni

całkiem znośna. nawet powiedziałabym: przyjemna. szybka. pani laryngolog, tak z osiemdziesiąt miała, mnie opukała, tu i tam, dwa razy jej coś spadło, trzy razy nie umiała czegoś wyciągnąć, ale koniec końców się udało - zdolność do pracy na parę kolejnych końskich lat. to znaczy, jeszcze nie mam. mieć będę. mam nadzieję, że uryna nie wystawi mnie do wiatru i dobrze poświadczy. trochę martwię się o krew, którą mam we krwi i która nie jest błękitna, a zawsze idzie jak z nosa. no więc czekam sobie na wynik. tum-tum-tam-tum-tum-sram.

4 komentarze:

  1. wyniki będą dobre, tak jak dobry dzisiejszy dzień jest. Dwie pary butów zwróciłam i zakupiłam trzecie, tym razem niedooddania ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Phi, to ja dziś kupiłam durszlak, deskę do krojenia, stojak na serwetki i młynek do pieprzu w kształcie pucharu świata. I wszystko za 12zł. Szaleństwo!

    OdpowiedzUsuń
  3. martyś, były dobre. więc zdolność jest. do pracy. czekam na zdjęcia butów ;p

    alex, stojak na serwetki? no proszę cię ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałam przelicytowana :P

    OdpowiedzUsuń