to znaczy unosić się ponad ziemią, wyżej lub niżej i biegać w przestworzach i łykać motyle. raz na jakiś czas każdemu się zdarzy, że się uniesie kilka centymetrów albo nawet poszybuje z wiatrem lub pod wiatr. a nawet jeśli się nie zdarzy, to zawsze można sobie pomyśleć, że się zdarzyło i pofruwać sobie na trapezach przyśnień. dlaczego tak dzisiaj klekocze o lataniu? bo mnie zbytnio dół przyciąga i miast nad jestem pod. i jeszcze gdyby to był trendy ipod, albo fancy cache-pot, czy też exciting melting pot to byłoby ciekawie. ale nie - to jest zwykłe pod. czyli w kierunku niżej. tam gdzie spływają marzenia i sny. gdyby tak można było zostać w okolicy przyśnień dłużej niż na jedno nocne posiedzenie i nie mieć rąk i nie mieć ust i być jednym ze species w teorii darwina. i w drodze ewolucji nie wykształcić największego mózgu wśród wszelkich stworzeń, ale na przykład być wiotką, niebieską ważką i miast ważyć słowa, żyłkowatym skrzydłem przecinać sylaby czasu.
gdyby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz