19.09.2010

w kwestii kremu i telefonu

okazuje się, że przedmioty leżące na moim biurku, mają o wiele więcej do powiedzenia ode mnie. układają się też w ciekawsze kompozycje niż moje ostatnie myśli, którym za chinyludowe nie umiem nadać żadnego wyraźnego kształtu. jeśli w życiu-po-życiu przyjdzie mi zostać kremem do rąk, to niech będzie to różowe opakowanie velvety hands ze złotą obwolutą. doskonałość roku 2007. no! jako powszechnie znana amatorka pachnideł i mazideł, z przykrością stwierdzam, że aksamitne dłonie eveline cosmetics górują nade mną i szczegółem i ogółem. nawet ten szary zszywacz, który leży koło lakieru do paznokci, ma w sobie więcej lekkości i barwności. oj. czasem tylko coś się na chwilę zmieni, zazieleni. a późnej apiat migrena: czkawka-narzekawka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz