20.03.2011

sobotni fryzjer

nie okazał się dobrym wyborem. ale ponieważ immanentną cechą włosów jest ich odrost, będę żyć. co prawda, już solidnie nadwyrężyłam kręgi szyjne, przeglądając się w lusterku co minutę, takim małym, poręcznym, w którym zamiast całej głowy naraz, widzisz tylko kawałek czoła, ucha, jedno pasmo, drugie pasmo i wewnętrzny krzyk rozpaczy. co więcej, w drodze powrotnej od fryzjera spowodowałabym czy wypadki i pieńdz kolizji, patrząc w główne lusterko zamiast na jezdnię i przeczesując grzywę raz po raz, zamiast zmieniać biegi. i tak na dwójce z porywem do trójki dojechałam do domu, wykonując przy tym parę telefonów informujących o moim pofryzjerowym szoku, który - jak sobie założyłam - potrwa jakieś dwa mosze czy tygodnie. la vita e bella.
*
wczorajszy stary allen okazał się zupełnie nowym odkryciem. pomimo wielkiej inspiracji bergmanowskimi dramatami, udało się mu zaznaczyć swój własy styl. trochę jednak zbyt naiwny tytuł: wnętrza, dał widzowi zbyt dosłowny klucz interpretacyjny. wszystko inne cudowne.
*
siedząc na fotelu dentystycznym, przez wielu nazwanym również fryzjerskim, zdążyłam przekartkować twój styl i odkryć, że słusznie od dawna nie jest moim stylem. ale wyczytałam w nim ciekawe słowa leszka kołakowskiego - hyba przytoczone przez jakąś polską aktorkę, która zręcznie mówiła o swoim ciekawym spełnionym partnerskim życiu i związku, ale nie wiem tego na pewno, może to przez to że nie była ciekawa. a może tylko nieciekawie mówiła - w każdym razie słowa kołakowskiego zostały: w życiu może być szczęśliwe tylko dziecko, my możemy być co najwyżej zadowoleni. oj tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz