22.07.2011

bez tytułu. cisza.

błoga. ale co z tego. skoro sprawia, że "czas się rozłazi / jak te wszy". od pewnego czasu znacznie mniej się drapię. skóra mniej swędzi. nerwy rzadziej puszczają. choć dzisiaj doradzono mi wizytę w poradni leczenia nerwic, co brzmi równie intrygująco jak akademia pana kleksa. pewnie klinika słynie z tej samej magii. pani doktor złotym szydełkiem wyciąga z ciebie struny, na których szarpiesz własne i innych nerwy. i splata z nich wianek. wystają z niego cierniste końce. później prowadzą cię do biblioteki łez, gdzie zamiast książek w słoiczkach leżą czyste rzęsiste twoje i twoich najbliższych. patrzysz na słoje, a serce wyskakuje ci z piersi. pani doktor podaje ci żółty beret i nakazuje złapać w niego serce. serce spada trzy razy na ziemię, ale odbija się jakby zrobione z kauczuku. ale tak naprawdę z kauczuku są tylko ściany pokoju, w którym jesteś. izolacja akustyczna. nikt nie słyszy, jak krzyczysz, odzierany ze skóry i złudzeń. od twojego krzyku drzewo na podłodze staje się siwe. w czasie tej lekcji anatomii, w powietrzu unosi się chóralna lacrimosa [tu]. wyciska i wycisza. łzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz