18.08.2011

królestwo małoznaczności

z pozoru. krzaki drzewa kąty. śniadanie z wczesnego rana. potem książki. obiad. książki. kawa. itakdalej w kole macieja. gdzieniegdzie koty. chudy i gruby. to na kolanach. to na posadzce. bo chłodniej. w takim upale jak dzisiaj większe rozdrażnienie. koty lepiej sobie radzą. skulą się w kłębek na wilgotnej ziemi i tylko oczami przewracają, strzepując z powiek poszarpane sny. a ja przemieszczam się z trawy na taras, z pod drzewa - na z pod krzak, z fotela na taboret, obrzucając wszystkich spojrzeniem rannego zwierza. moje pielgrzymki są krótkie.  nie dłuższe niż 3 metry. bo jak się okazało, czytanie na trawie inaczej wchodzi niż na betonie. w słońcu lepiej niż w cieniu - wcale nie. choć za jednym machem.za. opalasz się ty. czytasz ty. i ciebie całe to letnie zamieszanie szczególnie raduje. jeszcze muszę skoczyć coś doczytać, bo to nie może być tak, że jak chcesz to nie możesz. i takie jest moje królestwo małoznaczności - codzienności zupełnie niezwykłej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz