11.02.2012

bez tytułu. green street hoolinags.

mówisz, że miejsce frodo bagginsa nie jest w fight clubie, tylko w otchłaniach ognistej góry orodruiny i po obejrzeniu green street hoolinags podpisujesz się pod tym obiema nerkami, a jednak historia cię wciąga. i się podoba. i w rankingu dobrych acz przeciętnych udramatyzowanych opowieści nie-opartych-acz-almost na fakatch - będzie w twoim top tree. i prawidłowo. co więcej, niekwestionowanym atutem filmu dla wszystkich snobów bryjskiego języka jest west-london-slang. i tutaj łapie cię już za wszystkie zwoje. jeśli natomiast nie lubisz mord obijać, ani mordy do inglisza używać to nie oglądaj. idź na łyżwy. i zrób trzy ósemki. dwie do tyłu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz