ulica robotnicza 2. półgodzinne szukanie właściwej hurtowni. półgodzinne pakowanie paczek do samochodu. półgodzinne tłumaczenie po co to komu. aż w końcu wypakowana po brzegi yarusia-dzisiaj-mini-wan, opuściła labirynt fabryk, biur i hurtowni. w międzyczasie zapałałam migrenowo, bo to przecież ponad moje siły tak bezstresowo podjąć się zadania. i po dwóch tabletach pięciu godzinach nadal mnie zwoje kaleczą. ale cel osiągnięty, teraz leżakuje w piwnicy. pięćdziesiąt szamponów dwadzieścia proszków ileśtam mydeł chusteczek i środków innej czystości. w sobotę polecą do opola.
*
coś dobrego się robi dla siębie
i innych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz