18.06.2012

to co we mnie siedzi

i od pewnego czasu coraz częściej wychodzi na powierzchnię to jest to
wielkie niezaspokojone pragnienie podróży
układam przesuwam planuję żeby zaspokoić żeby ukoić żeby już tak nie myśleć o tym czasie i o tym, że leci
a tu nie.
a tu za mało. wciąż o wiele za mało.
i czytam sobie w tych prasach kolorowych, bo co ma mam nie czytać. jak rano sobie lubię przelecieć rzęsą i zgubić rzęsę o tu na przykład na drugiej-niby-młodej-tyszkiewicz, czyli nijakiej pietruszce julii, którą poraziło i za amerykańskiego wyszła. nazywa się ian, i u-waga: jest bezkonfliktowy i zaraził ją pasją odkrywania nowych miejsc. podejrzewam, że zakażenie było bezbolesne, a skutki w kolorze modnej tego lata mięty.
w takich chwilach w czasie porannego przeżuwania pełnoziarnistego z rzeżuchą - myślę sobie, że fajnie być pietruszką. bo mój boże. o boże. na boga zeusa i wszystkich krasnali - tyle jest świata ze wszystkich stron świata a ja tu siedzi i gniję. ę to ja w stanie zmiany.
stan zmiany - bez zmian.
prognozy- "go! somewhere, sometime, you deserve it"

ę -  może, pewnie, tak.
*
bo jak mówi prorok
















ej!
men.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz