w pogoni za akceptacją ulewam się na dwa moje boki. jeden mój bok ulany. schnie. drugi mój bok ulany. gnije. biorę ołówek i nakręcam na szpulę kawałek pewności siebie. odsłuchuję. brzmi jak wycie cętkowanej hieny do kawałka różowej padliny. skurcz. e
się.
jak tak dal ejp ójd zie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz