18.08.2012

bez tytułu. to.

w po po łudnie dnia szóstego niebo po po chmurnie patrzy na mnie. w głowie dzieją się typowe wariacje na własny temat, w tonacji duru brzucha. żebym to wreszcie mogła wykrzyczeć, co siedzi skulone spętlone we mnie. wcześniej mówiłam, że tego nie ma. mówiłam, że to mnie, żetomnie, nie obchodzi. że to nie ja. kiedy więc zaczęłam się temu przyglądać z bliska, powoli przyznając przed sobą, że to, żetoja, zaczęło się robić lżej. i jaśniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz