17.09.2012
ze szczę si go pi
ze szczęścia gorzej się pisze. jakoś nie idzie. bólem się pisanie spawniej wylewa. przelewa. ulewa. nawet nie muszę myśleć, słowo, które boli wyprzedza myśl. nie zastanawiam się a już mam w głowie mgławice migających bolączek, czarnobiałych schematów, śmierdzącej przeszłości i cuchnących błędów. a teraz siedzę i się zastanawiam. bo nie wiem co to jest co to teraz ja czuję. nie umiem tego nazwać. bo ja w ogóle mam problem z nazwaniem emocji poztywnych. za to ca łą ci mo gę ga mę negatywnych uczuć wyrecytować po hebrajsku i łacinie. a szczęście? a ja nie wiem. skąd mam to wiedzieć. niby czuję i niby jest. a jednak do ko ńca nie wierzę. jest dobrze. a myślę sobie, że zaledwie lepiej. czuję wiatr, a myślę że lekki podmuch. chodzę w podskokach, a wydaje mi się, że ledwie truchtam. muszę się sama przed sobą przyznać, że nie wiem co to są pozytwne emocje. niby je czuję niby tam są a jednak jakby za szkłem. postu postu postu kam. doju doju dojum tam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz