no dobrze. a zatem mój zachwyt muzyczny nie został podzielony. co więcej. został rozbity aż niemiło popatrzeć było jak spadał i rozwalał się o wystajace ostre końce mojego muzycznego ego. no trudno sobie myślę i mielę. tak to już było że się wszystko musiało zgadzać. i tak to już jest, że to co było jeszcze nadal jest. pozostało i gnije. resztki nieprzetrawionej skisłej doskonałości. umiejętność radzenia sobie z konfliktami nie jest jeszcze wpisana w moje cv, ale mam chęć opanować tę czarną sztuką magicznej nadzdolności. dziś jestem niezdolna. jutro kto wie.
*
zimno się robi.
za zimno na sandały.
na sandaly jeste zdecydowanie za zimno!a co do asafa to ja podzielam zachwyt, od dluzszego czasu, pokazala mi go kuzynka z "enerefu" juz jakis czas temu i tak sobie leci w tle nie tylko jesienia;-)
OdpowiedzUsuńPS. wrzuciłam u siebie trochę zremikoswanego, zobaczymy jak zareaguja matki;-))
Usuńcieszy mnie to!
OdpowiedzUsuńu ciebie na pewno zainteresowanie większe będzie. moje słowa są mało poczytne. i o zasięgu lokalno-domowym :-)