jest dużo za wcześnie, ale zdecydowanie za mało radośnie, żeby rozpocząć dzień. brazyl od godziny cieszy się już swoją radością, którą znajduje w przelatujących zza szybą ptakach, świeżej wodzie i potartej marchewce. tak, brazyl znalazł swój rytm życia. ja wciąż stukam palcami o stół i szukam właściwego dźwięku. zaczynam od zielonej herbaty i krótkiej refleksji. staram się nie śpieszyć. choć ciągle robię większość rzeczy naraz. bo tak na przykład umycie zębów w łazience, przed lustrem, spokojnie, jest projektem nie do zrealizowania. trzy minuty mono-akcji wykraczają poza mój poranny multi-chaos.sos.sos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz