14.03.2010

z rana

no i proszę, dzień święty czas zacząć. trochę późno, no ale nie moja wina. nie moja nie moja nie moja wina. brazyl dziś koncertował już od 7.00, co mu się rzadko zdarza, częściej otwiera swoje małe ptasie oko znacznie później, dziś najwyraźniej jego ptasi duży dziób postanowił otworzyć się pierwszy.

no i proszę, dzień święty czas zacząć. duże plany w głowie, zadziwiająco niska mobilizacja w pozostałych częściach ciała. zastanawiam się, ile to jeszcze potrawa. taka niemoc ogólnie, wierzcie mi, to parszywa przypadłość. potrafi z człowieka zrobić zwierzę-nie-do-wytrzymania. ja, jak na razie, jeszcze z sobą wytrzymuję, ale jest dopiero w pół do jedenastej i zdaje mi się, że mój ranny optymizm po południu znacznie posinieje, już zaczynam czuć śliwę w gardle. dobrze, że tym razem słowa wylatują z palców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz