23.04.2010

coffee & freak czyli popołudniowa historia dziwoka

właśnie piję kawę i liczę listki na moim drzewku bonsai, co w zupełnie nie powiązany logicznie sposób, skłoniło mnie do rozważań na temat coffee, czyli kawy, którą uwielbiam i freaka, czyli dziwoka, którym przy tej okazji jestem.

a oto cała historia:

kawę z ekspresu piję w małych kolorowych filiżankach (kolor zależy od nastroju i pogody. oczywisty trop jest taki, że z filiżanki żółtej i jasnozielonej popijam w dni słoneczne, a z kasztanowej, fioletowej i ciemnozielonej w pochmurne. jest jeszcze jasnoszara, do której nigdy nie umiem się dopasować).

kawę rozpuszczalną piję z wąskiego rozkloszowanego ku górze kubka z lekko zadartym bokiem tuż nad uchwytem. kubek jest czarno-biało-szary z motywem damskiej szpilki wkomponowanej jakoś tak rozłożyście, że wydaje się wyższy niż w rzeczywistości.

kawę parzoną to tylko w ukraińskim masywie od Karashianki. to taki duży brązowy kubko-prezent. stawiam go zawsze na krymskiej drewnianej podstawce z pachnącego drewna.

niekiedy też piję okropną zbożówkę w kremowym kubeczku z południowej anglii. kubeczek ma brązowy paseczek na dole i zielony listek na środku. nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie, ale właśnie listki bonsai odbijają mi się na monitorze. skoro tak, to idę poświęcić im trochę uwagi.

2 komentarze:

  1. Ja wszystko rozumiem, ale to cos rozpuszczalne nazywac KAWA???

    OdpowiedzUsuń
  2. haha :-) no masz rację, ale nie dorobiłam się jeszcze ekspresu ;-)

    OdpowiedzUsuń