1.04.2010

pani krysia z wizytą u dentysty

umówiona byłam na godzinę 11.30. pani w rejestracji zgubiła moja kartę pacjenta i piętnaście minut wyszukiwała mnie w komputerze, zwracając się do mnie "pani krysiu". krystyna to moje drugie imię, czego pani w rejestracji widać nie zauważyła, powtarzając ciągle "pani krysiu, to nie możliwe żeby karta się zgubiła". no niemożliwe. ale widać cuda zdarzają się w centrum stomatologii pod wezwaniem świętego-niemożliwego. przeszłyśmy jeszcze przez fazę zachwytu nad pięcioma jedynkami w moim peselu oraz moich urodzin - tu uwaga - w imieniny miesiąca. brakuje mi takiej ludowej wiedzy, ale podobno najwyraźniej listopad obchodzi swoje imieniny jedenastego dnia tygodnia. tak więc po niemal dwudziestu minutach opóźnienia pani doktor zawołała mnie na fotel i mówi, że dzisiaj zajmie się mną stażysta - pan mateusz. to już zaczęłam wyczuwać u siebie arytmię serca. pan mateusz okazał się być typem "młodego dentysty z dentystycznym poczuciem humoru". zapytał się mnie czy jadłam śniadanko i czy nie jestem w stanie błogosławionym, bo najwyraźniej ciąża nie służy rwaniu. zębów. zaaplikował mi później końską dawkę znieczulenia, mówiąc: "chce pani z kasy chorych, żeby bolało, czy za trzydzieści złotych żeby nie bolało". po takiej reklamie długo się nie zastanawiałam. ale był problem. bo po pierwszej dawce nic nie zaczynało drętwieć. nawet przygryzanie języka nie pomogło. na zapytanie pani doktor "a połowa języka?" odpowiedziałam: "za przewodnika", no i wtedy już chyba nikt nie miał wątpliwości, że należy mi się jeszcze jedna dawka. po drugiej dawce przystąpiliśmy do sedna. czyli rwania. i wtedy chrupnęła mi żuchwa. taki urok mojej żuchwy, że mi czasami chrupnie, szczęknie, wyda odgłos poluzowanych śrubek. okazało się, że mam dysfunkcję stawu żuchwowego, co pan mateusz stażysta skwitował zręcznym: "witamy w klubie", no bo jemu też tak chrupie :-) cała przyjemność trwała dziesięć minut. końska dawka ustąpi może po dwóch godzinach. a przez dwa kolejne dni jestem tylko na grysiku z bananem. jaki z tego morał? kolejna wizyta u pana mateusza dziewiątego kwietnia ;-)

2 komentarze: