6.04.2010

z sudaku do sidoku

popołudnie na targu. niestety wstałyśmy za późno. targ o tej porze wygląda jak plaża w sudaku. bezludna brudna przestrzeń. dwie trzy osoby jeszcze coś sprzedają. jedna się pakuje. dwa psy pod straganem gryzą starą kość. można jeszcze kupić jabłka i bułki. jabłka sprzedaje siedemdziesięciopięcioletni letni mężczyzna z warszawy. przyjechał tu dzisiaj po świętach w zastępstwie zięcia. nie dosłyszałam dlaczego. zamyśliłam się. za pięć złotych ileśtamkilo, wymiana jeszcze paru słów, ale znów się zamyślam i już ich nie rejestruje. potem jeszcze spojrzenie na starocie. dwie babuszki sprzedają filiżanki, książki, koraliki, buty - właściwie chyba tylko jeden but - ciekawa sprawa. jeden but jedna filiżanka (bez podstawki) książka bez wstępu, ale z zakończeniem - wszystko za złotówkę. wychodzimy gdzieś popółgodzinie. i jedziemy prosto do salonu hondy. taka dość spora odskocznia: od sudaku do sikoku. wita nas pan piotr. i szybko się okazuje, że w salonie to nie ma jak na targu, że godzinami możesz kontemplować pomarańcze i cytryny. pan piotr łapie nas już od wejścia i bite, oj-sinobite, dwie godziny krążymy między civic a jazzem, 1.4 a 1.8, z ubezpieczeniem a bez, i jeszcze dwadzieścia osiem i pół detala, które Pan Piotr mieści w minucie i dwunastu sekundach. potem zaprasza nas na zewnątrz. stoją tam dwa okazy. później do komputera. wyliczamy raty. porównujemy kolory. na koniec wymiana dziękuję-dowidzenia i wszystko poszłoby gładko, ale pan piotr lisim podstępem prosi nas o telefon, będzie się pytał czy się zdecydowałyśmy. miło z jego strony. choć w sumie nie bardzo. i tak się skończyła popołudniowa wyprawa z sudaku do sidoku. jabłkami w reklamówce i telefonem dla pana piotra.

2 komentarze:

  1. Tylko mi nie mów że żegnasz się z corsiastym fioletowym wozem!

    OdpowiedzUsuń
  2. martyś, corsunia jest niebieska. za dużo kolorowych jajeczek zjadłaś w te święta ;p na razie się nie rozstaje, ale to nie jest miłość na całe życie :)

    OdpowiedzUsuń