15.05.2010
nowa fala
nie rozumiem dlaczego w zimnych ogrodników nie może być ciepło. rozumiem, że cyrkulacja i że wyż i że niż i że baryczny i że atmosferyczny, ale przecież nikogo to tak naprawdę nie interesuje. a i ja tak naprawdę tego nie rozumiem. dres, wełniane skarpety, gorąca herbata co pół godziny i łazienkowe wypróżnianie, bo mój mały pęcherz nie trzyma, tak jak powinien trzymać. z tym trzymaniem to w ogóle różnie bywa. teraz na przykład utrzymuję umiarkowanie dobry humor, nawet podoba mi się ta zimnica za oknem i przed oknem. bo w domu też wszystko staje na baczność z tego mrozu, włosy na ręce, prawie że włosy na głowie i konwalie w wazonie też są jakoś inaczej wyprostowane. a do tego jeszcze moja nowa muzyczna fascynacja wzbudza metafizyczne klimaty oddalonej przestrzeni i romantycznych uniesień. a to naprawdę chyba nie przypadek, że pisząc pracę o nowej fali zakochałam się w nouvelle vague tutaj. nie wiem dlaczego łatwiej zakochać się w piosence niż w człowieku. myślę, że to sprawa genów i długości dźwięku. to byłoby na tle. wracam do herbaty i słuchania. mój nowy pamuk dotarł już do mnie, więc zamierzam odwiedzić dziś muzeum niewinności, czyli 83 rozdziałów prowadzących do szczęścia. ale na razie otręby i dżem. moje personalne doznanie porannej radości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz