30.06.2010

kurs i kurort

jest pewna lekkość czasu, którą doświadczam od niedawna. nie wiem jak to się dzieje, ale poranki z yerbą i wieczory z kotami wprowadzają do mojego życia brakujący rytm. mam jednak nadzieje, że pierwsze nie jest rakotwórcze, a na drugie nie jestem uczulona, bo niestety cały ten rytm wysypał się ślicznym rumieniem na obu policzkach i teraz jestem - po prostu - miejscowo zaczerwieniona. zamiast wygrzewać się na jakiejś wyspie, powiedzmy greckiej - bo to modne tak po grecku wewakacje sobie poszprechać - to ja leczę wysypkę i kursuje między jednym a drugim planem. w głowie.

2 komentarze:

  1. bo to jest tak, że albo jest się w Grecji albo ma się prof przed nazwiskiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. haha. wsparcie dobrych koleżanek bezcenne ;*

    OdpowiedzUsuń