28.06.2010
yerba mate
chyba zaczynam się uzależniać od yerby. i choć właśnie sparzyłam sobie język, wciągając za dużo przez bombillę, to już kręci mnie na sam smak kolejnego łyka. wszystko na razie się zgadza: jestem pobudzona i skoncentrowana, oczyszczona i odżywiona i nawet chce mi się to write and to read and to re-write and to re-read, co w moim obecnym postanowieniu jest naprawdę przydatne. tak więc sączę sobie yerbę i zaklinam się w strefie klimatu zwrotnikowego, trochę jeszcze mało jestem zwrotna, ale już niebawem zwrócę na siebie uwagę. może nie zawrócę kijem wisły, ale na pewno sobie w głowie. pamiętajcie tylko, żeby nie zawracać na podwójnej ciągłej, o właśnie takiej ===. wszystko inne jest do zawrócenia, po prostu nie ma takiej gitary, której nie da się zawrócić :-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz