10.06.2010

muzeum niewinności

w czasie kiedy brazyl robi furorę na balkonie, przyciągając okoliczne cukrówki, ja zaszywam się coraz intensywnej w muzeum niewinności. jest coś tak kosmicznie magicznego w pisarstwie pamuka, co nie pozwala odłożyć książki na dłużej niż godzinę, bo już pętli się w głowie, czy kemal odnajdzie w końcu fusun, czy sibel wytrwa w swojej sztucznej wyrozumiałości, no i jak to się skończy, skoro skończy się szczęściem. ogólnie: fabuła jak z tureckiej telenoweli. ale tylko orhanowe pióro sprawia, że ani na chwilę się nie dłuży, ani na jotę nuży i ani na ułamek sekundy nie jest przewidywalne. cytat na dzisiejsze popołudnie: "życie składa się z nieustannych powtórzeń, ale w końcu wszystko i tak zostaje zapomniane".

4 komentarze:

  1. wciąż czekam na 'nazywam się czerwień' !
    Jadę pracować...buz

    OdpowiedzUsuń
  2. dziś byłam w biblio. i nie było. ale pamiętam. co do pracy, no martina, ale przecież ty lubisz :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. po odwiedzeniu Turcji Pamuka czyta się jeszcze niewinniej;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. no słuchaj - niesłabnące marzenie: Stambuł ;-)

    OdpowiedzUsuń