11.07.2010

Człowiek Jaszczurka nieznoszący sprzeciwu

to, co działo się wczoraj, odcisnęło się fizycznie i psychicznie na moim potarganym upałami samopoczuciu. najpierw walka z konarami na kajakach, a wieczorem, prawdziwy ze skóry i języka: Człowiek Jaszczurka. ale po kolei.

zaczęło się upalanie jak zawsze i nie ma potrzeby, by ten wątek rozwijać. chłodnym akcentem dnia miał być rejs kajakiem po zabij-mnie-nie-wiem-jakiej-rzecze, poźniej gril i ogólnie super. grila nie było - bo był mecz. i wszyscy pędzili, żeby dopingować niebieskich, co nieliczni byli za czarnymi. m.in. później spotkany Człowiek Jaszczurka, który twierdził w swych znakomicie durnych wynurzeniach, że kibicuje zawsze tym, którzy lepiej grają i tym, którzy noszą ładniejsze koszulki, tzn. "kolory, które się sprawdzają", na przykład niebieski nie sprawdza się w każdej sytuacji, zielony może być czasami lepszy i dlatego Człowiek Jaszczurka kibicuje czarnym, bo mu się paseczki na koszulkach podobają. total odpał. ale o tym poźniej.

no więc kajaki. znakomite!. ja na dziobie, tynia z tyłu i heja do przodu. i dóp w konar, i ciól w drzewo, później w krzoki i tak jeszcze z trzy razy w prawo, a miało być w lewo, mielizna, dół, tyni wkurf i po piętnastu minutach byłyśmy dwa metry od brzegu, ale wciąż w łódce, tzn. w kajaku i wciąż suche, tzn. już nie długo. jak się wygrzebałyśmy z tego buszu, cośmy w niego wjechały, to nas trzy rekiny dopadły i zmoczyły nasze suche gacie i nasze suche fryzy i w ogóle make-up się trochę rozpuścił (nigdy nie wiesz, kiedy spotkasz prince'a). ale to nic. jak przystało na dwie princessy, twardo parłyśmy do przodu. i po dwóch godzinach rzeka już była nasza. upał był nieziemski i mogłśmy się trochę opalić, ale moja zbroja w postaci fliltracji nr 30 zapobiegła wszelkim bronzom na mojej skórze. za to było trochę czerwieni, bo komarzyska postanowiły atakakować nas w każdej wolnej chwili. tak więc moje bąble na skórze tworzą dziś naprawdę piękną konstelacje. rea-sumując: kajaki bomba. cisza i dzicz. total luz.

potem mecz, mały przerywnik na drodze do Człowieka Jaszczurki. mój ukochany urugwaj przegrał i mój przeboski forlan nie trafił, i w ogóle nie obchodzą mnie zdania, że to cipsko nie facet i że jego blond jest more blond niż blond dolly parton. dla mnie forlan rulez i nie ma dwóch zdań.

no ale ale... zbliżamy się mały kroczkami do jądra ziemi i człeka, który na stodwaprocenty rodzi się raz na milion świetlnych lat. tak więc jest godzina 23 i.... He's coming he's coming. He's here have no fear [tutaj]

dzizus have mersi, że takie istoty naprawdę zasiały się gdzieś na naszej planecie. Człowiek Jaszczurka, czyli -oj-zlituj-się-nade-mną-Sewerynie, żyje w świecie swojego małego absurdu, który po piątym, może szóstym piwie ochoczo przekazuje swoje natchnione wizje widowni. ci, którzy go znają, nie wdają się z nim w absolutnie żadne dysputy, bucząc tylko pod nosem: "o kórwa nie". lexis, najbardziej bojowo nastawiona wczoraj, odważanie zanurzyła się w tej krainie rozpaczy i nawet było ciekawie przez jakiś krótki czas, póki Kobieta O Bladej Twarzy, inkubator Człowieka Jaszczurki, nie wyczuła, że tak naprawdę nikogo nie interesuje co jej freak mówi, tylko każdy sobie polewkę struga, każdy to znaczy ja i lexis, bo reszta to naprawdę miała w dópie. co mnie zdziwiło, bo toż ile razy się trafia człowiekowi taki kąsek, taki freak show gratis. no jak się okazało bardzo często, gdyż Człowiek Jaszczura jest stałym klientem bramy i zawsze chętnie dzieli się swoimi poglądami, które najlepiej chyba spuentował punk waiter: "nie wiem o co ci chodzi stary, ale spoko". a oto kilka z nich, żeby nie było że zmyślam, w porządku zupełnie przypadkowym, ale przyznam się, że namber łan jest moim favourive!:

1. światem rządki wielka jaszczurka, która mieszka w jądrze ziemi.
2. własne mieszkanie to życie ponad stan i każdy powinien mieszkać z rodzicami
3. telewizję powinno się oglądać ze zrozumieniem, tzn. z dystansem
4. poglądy polityczne należy zmieniać parę razy dziennie, żeby nie zostać ślepym fanatykiem
5. komorowski nie ma nic do zaoferowania, ale kaczyński trochę do zaoferowania ma

jak sobie przypomnę resztę, to dopiszę - bo oj było tego shitu, było!

1 komentarz:

  1. Od razu wkurf :P Czułam się jak dzieć in da fog nie wiedząc którą stroną wiosła ruszyć. A poza tym ten busz wyrastał jakby spod ziemi czy inszej wody i atakował nasze canoe ;)
    Ale byłyśmy bardzo dzielne i jestem veri prałd :)

    OdpowiedzUsuń