28.09.2010

autoportret nieradosny pisany w cieniu sosny

no i kolejny raz dupa z makiem.
już raczej chyba na pewno nie mam siły na takie wstrząsy.
pomału zaczynam tracić wszelką nadzieję, że ludzi są naprawdę dobrymi ludźmi.
każdy pilnuje tylko swojego interesu. trudno ich winić. życie mają jedne.
przyjaciele okazują się wrogami.
a w miłości nie ma miejsca na sentymenty.
czas biegnie i łamie nogi, a geny przestają chcieć się reprodukować.
i myślisz, że znasz kogoś i że lubisz go szalenie i że wszystko się kiedyś ułoży, skoro teraz się nie układa.
ale przykro to mówić, jeśli się do tej pory nie ułożyło, to już nic z tego nie będzie.
wspaniali ludzie przychodzą i odchodzą, ale tylko ci najlepsi zostają. na tym polu everyday bitwy.
ponieważ pamiętam wszystkich, których straciłam, postanowiłam ustawić ich wszystkich w szeregu.
i wyrzucić z pamięci mojej i gmaila
i spróbować uwierzyć tym, którzy nie zawsze pięknie się wysławiają
na całe moje szczęście
jest jeszcze trochę czasu żeby zacząć oddychać inaczej
w końcu
płuca jak życie
mam jedne.

4 komentarze: