1.09.2010
fto:pa
roczna dawka stresu - mam nadzieję - dzisiaj wykorzystana. akademia przejdzie do mojej codziennej historii pod hasłem "a miało być tak pięknie...". wszystko przygotowane: sprzęt podłączony, głośność nastrojona, dwie próby odbyte, krzesła ustawione, goście specjalni są, kwiaty są, hymn ... - no właśnie. więc sobie teraz wyobraźcie: dwa lapy na ławce (jeden do muzyki, drugi do prezentacji), muzyka co do sekundy nastawiona, rzutnik idealnie ułożony, wszystko w pogotowiu i - rozpoczynamy hymnem, który w wersji instrumentalo-słownej m-i-a-ł-i-ś-ć z pliku. wszyscy stoją - oficjalnie, baczność i... cisza. nie gra. wszystkie oczy na nas. nie gra. wciskam ciskam klikam mykam - nie gra. nie wiem, ile tak stali. 10 sekund, 20, 30. asza spocona, wystraszona tylko szepta pod nosem "ale maskara, co teraz, ale maskara". okazało się, że kabel nie styka. wcisnęli. jest. styka. gra. po pół minucie jeszcze polska nie zginęła, po hymnie, spocznij. później już zgodnie z planem. dzieciaki cudowne. ale tych pierwszych paru sekund do końca życia nie zapomnę :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
i przez to, że stykał, zostałam pozbawiona możliwości wykonania go a cappella ... niczym niejaka E.Górniak ileś lat temu..
OdpowiedzUsuń;)
martyś, i chwała panu,że byłaś pozbawiona! następnym razem wrzucimy cię na lajfa;)
OdpowiedzUsuń