4.03.2011
nos czyli poważna sprawa
rysia wybiera się na majową przeróbkę przegrody nosowej i już sobie kopie doła na powązkach, bo myśli, że ją nie dobudzą. że jej nos już wiecznie będzie uśpiony i nie wciągnie już żadnego motyla, ni muszki. a tak poważnie dedukując, serynie rozumiewując, absolutnie się wczuwając to nie są to przelewki. taki usztywniony nos to niezła kicha. toznaczy własnie że nie kicha, nie wciąga, smarków nie hoduje, nie można sobie podłubać, nic do niego włożyć, nic z niego wyciągnąć. brak tych dwóch małych dziurek na pewno odbije się niekorzystanie na pozostałych. aż strach pomyśleć jak oczodoły będą eksploatowane, o reszcie nawet nie wspominając. no w każdym razie, jak już ustaliłam, zamiast znicza za pięć złotych, kupuję wiatraczek w kolorach tęczy, żeby upamiętnić rysiową gay friendly attitude. być może too friendy, być może too gay, ale kogo to już będzie obchodzić, jak się wszyscy wpatrywać będziemy w to śmigające na wietrze cudo. no więc rysiu jak to powiedziałaś: będzie jak w ameryce, jak na cmantarzu dla zwierząt, powiewajace wiatraczki i ogólny szał. bo ty niezła bestia byłaś. toznaczy jesteś. się pośmialiśmy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz