25.03.2011

Maybe Be Alright

wracam czasami wspomnieniami do dni przeszłych i myślę sobie, że dokonałam w życiu słusznych wyborów. leszek kołakowski miał rację, mówiąc, że w życiu można być co najwyżej zadowolonym, ale ja dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że jestem w trakcie przeżywania przebłysku szczęścia, który na pewno za chwilę się skończy, nie wiem nawet czy dotrwam do końca pisania tej notki, ale na tę chwilę wszystko układa się w linii prostej, jasnej. zupełnie jakbym weszła w obraz chagalla i uzupełniła kompozycję o swoją nieforemną, kanciatą postać, która - w zupełnie niezrozumiały sposób - właśnie tam pasuje. nieforemna i kanciata.
*
właśnie przysłuchuję się tajemniczej postaci niejakiego williama fitzsimmonsa. ciekawy człowiek. siedzi sobie taki zarośnięty, piękny pod tą brodą i próbuje być sobie prawdziwie. mnie to przekonuje.



*
i - jest w życiu tyle narośli, które wciąż bolą. i których lepiej nie zdrapywać. niech rosną. i jest w życiu tyle błędów. które wciąż popełnia się na nowo. i których lepiej nie analizować. niech trwają. i jest w życiu tyle żalów, które wciąż się gromadzą. i które na pewno kiedyś się przeleją. i jest w życiu tyle tęsknot, które wciąż doskwierają - że to jest wręcz niemożliwie, żeby czuć się przez moment totalnie szczęśliwie.
*
jest mi w życiu równie smutno, co szczęśliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz