3.05.2011
bez tytułu. udaję, że się motywuję
nic tak nie cieszy mnie z rana jak urwanie nieba. potężna masywna kratownica deszczu. cienkie pręty zimnego strumienia wprawiają mnie w cudownie radosny nastrój. zupełnie jakbym zjadła tabliczkę czekolady z czerwonym okienkiem, albo wyssała karmelowy likier z czekoladowej beczułki, która przybyła w pakecie z rajchu. dobry humor zawdzięczam temu, że od tygodnia mam tagzwanom robotę i potrzebuję naturalnej motywacji. a nic mnie tak naturalnie nie motywuje do pozostania w domu jak hektolitry deszczu i zimowy maj. na pewno zaraz mi się znudzi i poziom endorfin sięgnie dna, bo już nawet teraz - tak sobie myślę - mogłoby przestać padać...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz