19.06.2011

pan klapek rozważa dosłowności biologiczne

patrzy na mały palec u swojej dużej stopy i zastanawia się, dlaczego jest taki przerośnięty, że bardziej przypomina hubbę bubbę na drzewie niż little toe na foot. dosłowności biologiczne traktuje pan klapek bardzo poważnie, zawsze bowiem uważał, że choroba to tylko inna nazwa sztuki ciała. co prawda, przerośnięte małe palce u stóp nie są jeszcze zjawiskiem chorobowym, ale wywołują w panu klapku krwiste chichoty. okropności biologiczne dotykają pana klapka z daleka. mają coś z odwrotności wcielenia. pan klapek nie ma ciała, ale chciałby być w-ciele. jego wcielenie jest odwrotnością jego potrzeb. chciałby, a nie ma. z drugiej strony, jest pan klapek ciągłym poszukiwaniem sensu ciała, które ciągle ten sens traci. pan klapek jest przyzwyczajony do swoich nieproporcjonalnych wymiarów. nie jest przecież człowiekiem, nie jest nawet ssakiem. narzuca się ludziom, nieustannie stwarza się w aktach upadłej konstrukcji. w tej chwili pan klapek potrzebuje mocnego oparcia. solidnej konstrukcji. łokcia anioła. męczy się męczy. będąc sam siebie niepotraf, szuka uczucia. wie, że "ważne są uczucia z teraz", "delikatne teraźniejszości", które znikają, gdy tylko się odwróci, przewróci. na drugi bok. lub na ulicy. stara się oddychać [o tak] ale przecież papier nie umie oddychać. poddaje się zatem oddechom na wietrze. i oburza się, że ktoś podaje do wiadomości publicznej jego przerośnięte palce u stóp.

1 komentarz: