11.07.2011
pan klapek katuje uszy
wsłuchując się bezmyślnie w swoje tępe odbicie. z każdym kolejnym stukiem staje się bardziej martwy. zatacza koła i kwadraty, szukając dla siebie miejsca w geometrii uczuć. zapomina, że matematyczna precyzja nie ma tu nic do rzeczy. rzeczy kreślą się same. tylko dziwne skurcze w jelicie przypominają panu klapkowi, że nie cały jest z gumy. pod cienkim paskiem skóry bije coś na kształt serca. coś na kształt bryły solnej. oba pieką. w czasie pieczenia powstają wspomnienia. krwiste kawałki życia, które nadal się trawi, wywołując od czasu do czasu skurcze w jelicie grubym. pan klapek w swoim obłąkanym chodzie ku nicości, dotyka czasami istoty rzeczy. niekiedy kamień wpuszcza go do środka, a wtedy słychać kwartety. smyczki zaciskają się na szyi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz