30.08.2011

czas poranny zastał mnie w nastroju głęboko dalekim od zadowolenia. na przebieg owego stanu wpłynęło parę czynników, o których nie chcę teraz mówić (nie, nie. naprawdę nie. no nie. nie je nie), ponieważ intymność wyrażona zawsze podnosi poziom cukru w moczu i nadkwasotę w gałkach ocznych. a więc raz się rzekło. a teraz dalej: ostatni dzień względnego wyciszenia psychicznego i intelektualnych wycieczek. jak ja lubię to słowo: intelektualny. no ale popatrz jak ono brzmi inte.lektu.alny. z miejsca się zakochać można. oczywiście degradować tężyznę fizyczną jest ruchem wielce niesłusznym, ale wielbić polot intelektualny znaczy podążać tworzywem twórczego ducha. oj tak tak. jak mawiał papież (awangardy): "człowiek naiwny, kiedy chce widzieć Boga, zwraca oczy ku  niebu; człowiek głęboki widzi Boga, kiedy patrzy na wymiona krowy". no jakaż to głęboka prawda, nieprawdaż. i na końcu: lecę do słońca wygładzić zmarszczki. takie to mną dzisiaj targają uczuciątka.

3 komentarze: