11.09.2011

bez tytułu. o smuracy.

w krytyce politycznej piszą dzisiaj, że praca jest najlepszym lekarstwem na smutek. piszą, że to arthur conan doyle powiedział. nie trzeba być zapewne sherlockiem, żeby dopatrzyć się w tym cycacie pewnych słuszności.to, że największych najlepsze prace powstają pod wpływem smutku. to pewn. to, że się zapomina o tym, co szczyka, krótkotrwale, nie trwale, to też pewn. ale żeby zaraz lekarstwo. żeby zaraz leczyć. to ja śmiem lekko w tej kwestii pokiwać przecząco głową. wiadom, że nic tak nie inspiruje, jak to co dołuje. to pewn. ale gdybym jam pracą miała swą melancholię uleczyć, to bym już dawno tytanem została. a tak, pókim cso tyranem. swoim własnym na siebie skierowanym. dobrze, że dzisiejszy wpis sponsoruje literka r i t. dzieli je niewielki dystans. ot, jedna litera. dwie - jeśli liczyć kreskę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz