10.09.2011

bez tytułu. o bibliotece.

Wall
to jest projekt biblioteki w sztok.holmie.
niezwykły.


wygląda jak cmentarz-labirynt zapomnianych książek, w którym daniel sempere odnajduje "cień wiatru" i próbuje ocalić od zapomnienia.


ściana z książek swoją konstrukcją przypomina też surowy ceglany mur, przy którym jan saudek mógłby wykonywać swoje groteskowe fotografie ze snu. 


i wygląda jak wszechświat, "który inni nazywają Biblioteką", jak pisał borges, a który eco umieszcza na początku swojego eseju "o bibliotece". a co mi tam. wklejmy cały fragment:
Wszechświat (który inni nazywają Biblioteką) składa się z nieokreślonej, i być może nieskończonej, liczby sześcio-bocznych galerii, z obszernymi studniami wentylacyjnymi w środku, ogrodzonymi bardzo niskimi balustradami. Z każdej galerii widać piętra niższe i wyższe: nie­skończenie. Układ galerii jest niezmienny. Dwadzieścia szaf, po pięć szaf na każdy bok, wypełnia wszystkie boki prócz dwóch; ich wysokość, która równa jest wysokości pięter, przekracza zaledwie wzrost przeciętnego bibliotekarza. Jeden z wolnych boków przylega do wąskiej sie­ni, która wychodzi na inną galerię, iden­tyczną jak pierwsza i jak wszystkie. Po le­wej i po prawej stronie sieni są dwa ma­lutkie pomieszczenia. Jedno pozwala spać na stojąco; drugie zaspokajać potrzeby naturalne. Przechodzą tamtędy spiralne schody, które zapadają się i wznoszą ku odległym okolicom. W sieni jest lustro, które podwaja wiernie pozory [...] Każdej ze ścian każdego sześcioboku odpowiada pięć szaf; każda szafa zawiera trzydzieści dwie książki znormalizowanego formatu; każda książka posiada czterysta dziesięć stron; każda strona czterdzieści wierszy, każdy wiersz około osiemdziesięciu liter czarnego koloru. Są również litery na grzbiecie każdej książki: litery te nie wskazują   ani   nie   zapowiadają   tego, czym będą mówiły stronice. Wiem, że ten brak związku kiedyś wydawał się ta­jemniczy. [...] Pięćset lat temu przełożony jednego z wyższych sześcioboków znalazł książkę tak zawiłą jak inne, ale która mia­ła prawie dwie kartki o jednorodnych li­niach. Pokazał swe znalezisko wędrowne­mu specjaliście od odcyfrowywania, któ­ry powiedział mu, że są one zredagowane po portugalsku; inni powiedzieli mu, że w jidysz. Przed upływem wieku zdołano ustalić język: był to samojedzko-litewski dialekt języka guarani z fleksją arabskie­go klasycznego. Również odcyfrowano treść: zarys analizy kombinatoryjnej, ilu­strowany przykładami wariantów z nie­ograniczonym powtórzeniem. Przykłady te pozwoliły pewnemu genialnemu bi­bliotekarzowi na odkrycie podstawowe­go prawa Biblioteki. [...] Twierdzą bez­bożnicy, że niedorzeczność jest normalna w Bibliotece i że sens (a nawet pokorna 1  zwyczajna spójność) jest niemal cudow­nym wyjątkiem. Mówią (wiem o tym) o «majaczącej Bibliotece, której przypad­kowe woluminy narażone są na nieustan­ne  niebezpieczeństwo  zamieniania  się w  inne,  i  że  wszystko  one  twierdzą, wszystkiemu przeczą i wszystko mieszają, jak jakieś bóstwo w delirium». Słowa te, które nie tylko ujawniają chaos, lecz rów­nież dostarczają nań przykładów, stano­wią oczywisty dowód złego gustu i roz­paczliwej ignorancji.W rzeczywistości Biblioteka zawiera wszystkie struktury słowne, wszystkie wa­rianty, na jakie pozwala dwadzieścia pięć symboli ortograficznych, ale ani jednej ab­solutnej niedorzeczności. [...] Mówić to popadać w tautologie. Ten zbędny i prze­gadany list istnieje już w jednym z trzy­dziestu tomów jednej z pięciu szaf jednego z niezliczonych sześcioboków - i również jego refutacja. [Liczba n możliwych ję­zyków używa tego samego słownictwa; w niektórych symbol «biblioteka» dopusz­cza poprawną definicję "wszechobecny i trwały system sześcioboków galerii", ale biblioteka to «chleb» czy «piramida», czy jakakolwiek inna rzecz, i sześć słów, które ją określa, posiada inną wartość. Ty, który mnie czytasz, czy jesteś pewien, że rozu­miesz mój język?]* Amen!".
eco kończy swój esej słowami: "czy zdołamy przeobrazić utopię w rzeczywistość?". in moim zdaniem, jeżeli zdołamy, trzeba będzie stworzyć kolejną utopię. bo nic stworzone na miarę człowieka, nie może ostać się piękne, samo sobie. tylko zawsze wyskakuje w przód, jak czerwony język diabła z jarmarcznego kramu. trochę jestem dzisiaj przeciwnikiem rewolucji. ale podejrzewam, że za pięć minut będę już zwolennikiem. jestem jeszcze na czczo. poziom glukozy waha się na razie w okolicach kolana i uda. zamiast robić pod ludzi, robię dzisiaj pod siebie. a co mi tam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz