23.09.2011
pan klapek rozważa zanaczenie normy
siedzi skulony w kącie swojej ciasnej komórki i patrząc, jak połyskują w słońcu sztucznej żarówki peklowane przez niego samego pomidory twarde, zastanawia się, co go tak opętało i ucisnęło. na duszy. wszystko pomału krokiem żwawym acz nie bardzo, wraca do normy. ja nie wiem, co to znaczy wracać do normy, ale pan klapek jest przekonany, że to dobrze, że to prawidłowo jest. nie wiem tylko, czemu tak siedzi w tych kuckach, pochylając się raz to do przodu. raz to do tyłu. dwa razy do przodu. dwa razy do tyłu. lub wariacyj-nie: raz do tyłu, dwa razy do przodu. w takt obijającej się o żarówkę ćmy, która całuje się ze światłem. pan klapek darzy normę głębokim uczuciem. stanowi ona tunel w jego życiu ze światłem. wcześniej był tunel, ale nie było światła. to była niewola. jeszcze wcześniej było światło, ale nie było tunelu. wtedy była wolność. teraz jest tunel i teraz jest światło. to się nazywa norma. lub wymiennie ucisk: metalowe szczypce trzymające wiśniową fantazję za pysk na szyję. pan klapek w pozycji kucania wygląda na wyższego. w przeciwieństwie do normy, która właśnie w tej chwili go przerasta. gdyby tylko nie gapił się na te suszone peklowane pomidory w takt sierocej sonaty skrzepowej. wszak. skrzep jak skrzyp - rośnie i obumiera.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz