30.10.2011

bez tytułu. li-ście.

ciekawy dziś dzień. wycieczka z rodzicielami do sanktuarium maryjnego w piekarach. rodzinno-religijny, choć nie wszyscy religijni. właściwie, to tylko jedno niereligijne. niemniej, była jesień. były liście. można było podrzucić je do nieba i patrzeć jak metafizyka rozlewa się czerwienią i żółcią na włosach i ramionach. bo dla mnie w tych liściach więcej wzniosłości, niż w tych wszystkich kapliczkach odrapanych. z leżącym pośrodku dżizusem. potem obiad w domu pielgrzyma. pierogi kawa kołocz. i kolejna meta.fizyka: staruszek siedzący w kącie, zjada kluski z sosem. podchodzi kelner, staruszek płaci za kluski: 4 zł 50 gr. wstaje, wychodzi. smutek na krześle rośnie.

a tak nam metafizyka opadała na głowy:












było co zbierać.

2 komentarze: