ja odgarnia liście z oczu. wydłubuje ostatnie promyki słońca z głębokich porów skóry, która od lat napawa ja lękiem. staje się ciasna, ja się rozszerza. pochłania kalorie tekstu. ale nie spala. i nie wydala. trzyma, kumuluje, czeka na eksplozję.
jesień jest ciepła. nie tylko dlatego, że temperatura utrzymuje się wciąż na grubym plusie, ale ponieważ wiele ciepłych myśli przychodzi do skóry ja. ja myśli na przykład o termosie z kawą i szarlotce na serwetce, rozłożonej na sękatej, leśnej ławce. myśli o słodkim powietrzu i plamie gorąca na sercu, która pojawia się tylko w sytuacjach wzmożonej cudowności. a to jest wtedy, kiedy ja nadstawia oczy i słyszy, jak ciepło samo wlewa się podmuchem do myśli, które na ten jeden moment, zawsze czarne jak węgiel, stają się czerwone jak kurki karmione marchewką. oczywiście ja myśli też o sztUce, mUzyce, literatUrze, ja nie jest głUpie. ale ja wstydzi się głośno dziś mówić o tym, że nic tak nie ociepla zimnej skóry ja, jak myśl o podwieczorku w lesie.
każde ja sądzi, że jest wyjątkowe, jedyne na świecie. i każde ja staje kiedyś w punkcie zwrotnym swoich dziejów, kiedy doświadcza własnej wielkiej mierności. utrzymanie prawidłowego kursu jest wtedy niemożliwie, również dlatego, że nie ma prawidłowości w istnieniu. tylko przypadki i osobliwości.
właśnie biedronka usiadła na linii wzroku ja.
nie rusza się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz