9.02.2012
bez tytułu. one day.
wśród filmów pozbawionych głębi one day [tu się zwiastuje] jest jednym z moich ulubionych. ckliwe łzawe. gra na moich najbardziej pierwotnych emocjach. i dobrze gra. gra tak, że nawet da się słuchać. oglądam i ryczę. zupeł.nie jak kobiety pierwotne. albo krowy. na zupeł się zawiązuję. i w takim zamknięciu przyswajam film o miłości. i nawet krew mi się z nosa puszcza, bo ile może tej wody znieść. tak sobie wzdycham. jak piękne są te filmy o miłości. nawet jak jedno z nich umiera, nadal jest pięknie. nie żeby śmierć była brzydka. no bo popatrz jaki grabarz rilkego był młody i piękny. ach co tam. takie rozważania. każdy z nas umarł wiele razy. ja przynajmniej dwa. i żyję. po pierwszej śmierci myślałam, że umarłam. ale szybko doszedłam do siebie. po drugiej śmierci było już gorzej. bo człowiek im starszy, tym trudniej śmierć przyjmuje. dłużej dochodzi do siebie. krew wolniej z serca do mózgu spływa. zamiast śnić myśli. rozgrzebuje stare wspomnienia. a te ropą się sączą i bolą. niejowijając w bawełnę. wiejce bolą. no ale pocotamsię użalać na sobą już prawie wskrzeszoną. śmierć dwa razy przepędzona, trzeci razy nie wróci. taki mówią. czyi tam wierzyć. wierzę w złamane życie złamaną karierę i złamany kark. moja wiara moja wiara moja bardzo wiara wiara.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz