16.04.2012
bez tytułu. stacja paliw.
siedzi przygnieciony życiem, oparty o ścianę, w kącie. toalety publicznej na stacji stat.oil. twarz ma pokrytą ciemnymi korytarzami, w których zbiera się strach. siedzi skulony, podnosząc oczy ciska gromem współczucia. korytarz prowadzący do toalety jest długi, ciepły. stanowi ochronę przed deszczem. życiem. wchodzę do środa, zauważam go i natychmiast ogarnia mnie. przerażenie. idę jeszcze z pięćsześćosiem kroków, mylę męska z damską, chwytam za klamkę, wchodzę do środka i paraliżuje mnie lęk. że wejdzie za mną. i że nikt mnie nie usłyszy. wybiegam. a on siedzi w kącie, patrzy na deszcz i odwraca się leniwie w moim kierunku. wchodzę na stację i kupuję kanapkę z szynką. uznaję, że ta z jajkiem i łososiem nie będzie najlepszym wyborem. podchodzę, przykucam. mówię: "dzień dobry, przyniosłam panu kanapkę". odpowiada natychmiast, głosem szorstkim jak koci język: pyta: "masz ..." i ruchem pokazuje na papierosa. uśmiecham się, mówię, że nie mam i dodaję z wrodzoną sobie głupotą i infantylizmem: "proszę zjeść, kanapka dobrze panu zrobi". odwraca w moją stroną wszystkie ciemne korytarze swojej twarzy i harata powietrze słowami: "bóg zapłać".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz