o tym jak trójkątna kanapka z szynką, kanapka piramidka, stała się granicą dzielącą mnie od tajemnicy. jeszcze nie pisałam. całe zdarzenie wywróciło mnie trochę z nóg i rąk, bo do tej pory widzę te ciemne korytarze na twarzy człowieka, który przeraził mnie na śmierć i zmienił chwilę mojego życia. już chyba nieraz pisałam o tym, że warto być dobrym. tak mi się zdaje, że pisałam, bo od dawna w to wierzę. i jeśli cokolwiek wyznaję, to zasadę, że warto być dobrym. a ponieważ piszę o tym, w co wierzę, nawet jeśli w to nie wierzę, to na pewno o tym napisałam. zresztą nieważne. ważne jest to, w jaki sposób trójkątna kanapka z szynką stanęła między mną, a losem człowieka skazanego na bez-dach. bez-dom. bez-nic. od paru godzin na bezdechu wspominam ten moment, kiedy z rozpędu wpadłam w ciemny labirynt zmęczonej twarzy i od rana próbuję z niego wyjść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz