do niej.
a ona siedzi z podkurczonymi nogami i patrzy rozmarzonym wzrokiem w popękany pod nogami beton. jej delikatne fiołkowe ciało wtapia się w twardy gołąbkowy plac. na którym kiedyś malowała kwiaty. na którym kiedyś odliczała kroki.
mówią o niej nie do niej dziw.
mały wykęcony na wszystkie strony dziw, który wziął się z niczego i niczego wciąż siedzi i szuka. dłubie wzrokiem w betonowej ziemi. a przekrwawione gałki oczne wyglądają jak różowo-białe nakrapiane lilie. dziw. małe wąsko osadzone mieszczą w sobie cichą głądką taflę jeziora.
mówią do niej że na betonie się kwiatków nie sadzi. zamazują wielkimi grubymi stopami małe drobne stokrotki. brudnym wrzaskiem rozbijają czystą taflę.
sarkofagi a nie ludzie.
a ona. odczepia się i wpada w rozszerzone pory betonu.
taki czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz