24.02.2013

w pałacu pamięci

wczoraj z maxem do rana o ranach i planach. strasznie mnie to pociąga. tak wchodzić do środka i zapalać lampki w ciemnych kątach i korytarzach cudzej pamięci. a ona otwiera się przede mną, pozbawiona cech obronych, jak letni pałac cesarzy chińskich z dynastii qing. tysiące metrów kwadratowych osobistych sukcesów i porażek, ogrody marzeń, altany emocji, pawilony wspomnień, rezydencje żalu i wstydu, obłoki nadziei, jeziora przyjaźni i mała biała ławka z wyciętym na oparciu sercem. a ja wchodzę i zwiedzam. nie dotykam nie przestawiam. staram się nie oceniać, czasem nie wychodzi. staram się zrozumieć, wyciągam z kieszani podręcznik empatii i na szybko wkuwam pięć pierwszych punktów - haków. pozwalają mi trzymać się blisko. to że przyciąga mnie odrzucenie. to już wiem. nic pięknego. i też nie ma się czym chwalić. pracuję nad tym każdego dnia. podobno nie na wszystko muszę zasłużyć i zapracować. mogę po prostu być. nie dać nic. nicto. teraz jestem w pałacu pamięci i usilnie chcę otworzyć pokoje, które nie są otwarte.
I have to stop.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz